01 października 2011

Posłani

Uczniowie uradowali się, że zobaczyli Pana. Wtedy Jezus znowu do nich powiedział: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam (J 20,21).



W orędziu na tegoroczny Tydzień Misyjny Papież Benedykt XVI uwydatnia słowa Jezusa przekazane w Ewangelii Janowej: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”, czyniąc z nich motto i główne przesłanie tego Tygodnia.


Pan mnie posłał
Jezus mówi o sobie, że został posłany, by zwiastować Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym. W Ewangelii Łukasza czytamy: “Gdy nastał dzień, wyszedł stamtąd i udał się na odludne miejsce. Tłumy jednak Go poszukiwały. Przybyły do Niego i zatrzymywały, aby od nich nie odchodził. Lecz On powiedział do nich: W innych miastach również muszę zwiastować Dobrą Nowinę o Królestwie Boga, bo po to zostałem posłany(Łk 4,42-43).
Jezus jest nierozłącznie związany z Królestwem Bożym, które obwieszcza, uobecnia i realizuje. Całe Jego życiemiejsca w których przebywa, osoby z którymi się spotyka i z którymi zasiada do stołui całe Jego nauczanie o Bogu, jako Ojcu miłosiernym, który kocha wszystkie swoje dzieci, a w sposób szczególny te najbardziej od Niego oddalone, wszystko to określić można jednym mianem: Dobra Nowina o Królestwie Boga.


Dobra Nowina o Królestwie Boga
W Nowym Testamencie słowo EwangeliaDobra Nowinama zasadniczo trzy znaczenia: 
- Jezus jako dobra nowina (Mk 1,1) 
- Nauczanie i dzieła Jezusa (Mt 4,23) 
- Dobra nowina o Jezusie (Rz 15,19) 

Podczas gdy ewangeliści i Ewangelie koncentrują sie na dwóch pierwszych elementach i ukazują Jezusa głoszącego Dobrą Nowinę (o Królestwie), Paweł w swoich listach określa się jakoSługa Chrystusa Jezusa, powołany na apostoła, przeznaczony dla Ewangelii Boga, która wcześniej została głoszona przez Jego proroków w Pismach Świętych; Ewangelii o Jego Synu (Rz 1,1-3).

Paweł w sposób szczególny rozumie siebie jako sługę i misjonarza Ewangelii, Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie, w którym Bóg pojednał świat ze sobą. Głoszenie Ewangeliiktóra została mu przekazana przez objawienie Jezusa Chrystusa (Ga 1,11-12) – uznaje za swój obowiązek: “Jeżeli bowiem głoszę Ewangelię, nie mam się czym chlubić, ponieważ jest to obowiązek, który ciąży na mnie. Biada mi, gdybym nie głosił ewangelii!” (1 Ko 9,16).
Misja głoszenia Ewangelii, która spoczywa na Pawle i na całej wspólnocie chrześcijańskiej, wypływa z misji samego Jezusa, który otrzymał misję od Boga. Wielokrotnie, i dobitnie Jezus podkreśla swoją tożsamość i swoją misję jakoposłanego przez Ojca”: “Jezus im oznajmił: Moja nauka nie pochodzi ode mnie, ale od Tego, który mnie posłał. Jeśli ktoś chce pełnić Jego wolę, pozna czy ta nauka jest od Boga, czy też ja mówię sam od siebie. Kto mówi sam od siebie, ten szuka własnej chwały. Kto zaś szuka chwały tego, który go posłał, ten jest prawdomówny i nie ma w nim niesprawiedliwości(J 7,16-18).


Wspólnota posłanych
Sam będąc posłanym Jezus posyła tez swoich uczniów. Ewangelie mówią nam o posłaniu Dwunastu Apostołów (Mk 6,7-13; Mt 10,1-16; Łk 9,1-6) a Łukasz dodaje jeszcze opis posłania 72 uczniów. W każdym wypadku misja jest taka sama: “Ruszajcie w drogę i rozgłaszajcie: Blisko już jest Królestwo Niebios! Uzdrawiajcie chorych, przywracajcie życie umarłym, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie demony. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie(Mt 10,7-8). Tekstem wieńczącym to posłanie Jezusa, prawdziwym manifestem misyjnym Kościoła, jest tekst wieńczący Ewangelię Mateusza: “Jezus zbliżył się i oznajmił im: została mi dana wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i czyńcie uczniów wśród wszystkich narodów, chrzcząc ich w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie ich zachowywać wszystko, co wam nakazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni do końca świata (Mt 28,18-20).
Chrześcijanin, który stał się uczniem Jezusa, który przez Niego wszedł w jedność z Bogiem doznając Jego zbawienia, jest jednocześnie posłany, by pomagać innym stać się uczniami Chrystusa, wchodzić w jedność z Bogiem, osiągać pełnię człowieczeństwa w Chrystusie. Misja chrześcijańska jest uczestnictwem w misji Chrystusa.
W Adhortacji Verbum Domini Papież Benedykt XVI przypomina nam: „misja głoszenia słowa Bożego jest zadaniem wszystkich uczniów Jezusa Chrystusa wynikającym z ich chrztu. Nikt z wierzących w Chrystusa nie może czuć się zwolniony z tej odpowiedzialności, która wynika z sakramentalnej przynależności do Ciała Chrystusa. Świadomość ta powinna być rozbudzana w każdej rodzinie, parafi i, wspólnocie, stowarzyszeniu i ruchu kościelnym. Cały Kościół jako tajemnica komunii jest zatem misyjny i każdy, zgodnie ze swoim stanem życia, jest powołany do tego, by wnieść znaczący wkład w głoszenie chrześcijańskiego orędzia” (VD 94).

01 września 2011

Oburzeni?

Dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich! To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie(Flp 2,2-5).


Nieustanne waśnie i spory pośród naszych polityków – których natężenie wzrasta w miarę przybliżania się daty kolejnych wyborów – sprawiają, że coraz bardziej wzrasta i potęguje się zniesmaczenie i niechęć do polityki. Ciągła rywalizacja i agresja pomiędzy przedstawicielami największych partii politycznych, nagłaśniana – i nierzadko prowokowana – przez media, sprawiają, że polityka coraz częściej postrzegana jest nie jako służba społeczna, lecz jako bezwzględna walka o władzę i płynące z niej korzyści. Potwierdzają to kolejne badania opinii publicznej przeprowadzane przez różne ośrodki badawcze. Z badań tych wynika także, że coraz bardziej spada zainteresowanie polityką, a w sposób szczególny dotyczy to ludzi młodych, których po prostu polityka nie interesuje w ogóle.

Nie z tego świata?
Postępujący proces „alienacji (i polaryzacji) politycznej” naszego społeczeństwa stawia nas nieuchronnie wobec pytania dotyczącego społecznego zaangażowania chrześcijan. W jakim stopniu to, co dzieje się w życiu społecznym i politycznym naszego kraju dotyczy nas, wyznawców Chrystusa? Pytanie to jest o tyle zasadne, gdyż dość powszechna jest także opinia o zbytnim zaangażowaniu politycznym Kościoła, czy raczej niektórych jego ministrów, czyli biskupów i kapłanów. „Kościół powinien ograniczyć się do religii i nie mieszać się w sprawy społeczne” – tak można by streścić postulat, który ma coraz więcej bardziej lub mniej świadomych zwolenników w naszym społeczeństwie. Idealnym tego zobrazowaniem mogłaby być scena, której byłem świadkiem ponad dwadzieścia lat temu, podczas moich studiów teologicznych w Hiszpanii. Po jednym z zamachów bombowych baskijskiej organizacji separatystycznej ETA, które w tamtych czasach były w Hiszpanii niestety dość częste, dziennikarze jednej ze stacji telewizyjnych wyszli z kamerą na ulice i pytali przechodniów o ich opinie w związku z tym zamachem i z roszczeniami baskijskich separatystów w ogóle. W pewnym momencie w zasięgu dziennikarzy i ich kamery znalazły się dwie siostry zakonne. Zapytane o ich opinię na ten temat, zmieszane odpowiedziały: „My się nie wypowiadamy, my nie jesteśmy z tego świata”.

Między tronem a ulicą
W świetle objawienia biblijnego, nie ulega wątpliwości, że świat, w którym żyjemy i środowisko, w którym się obracamy, jest, jak to określa teologia, „miejscem teologicznym”, czyli przestrzenią, w której działa i daje się nam poznać Bóg. Świat jest też miejscem działania człowieka, który został zaproszony przez Boga do współpracy w dziele stworzenia (Rdz 1,26-30). Popularna swego czasu – i nadal jeszcze żywa w niektórych kręgach (czego przykładem mogą być wspomniane wcześniej siostry zakonne z Hiszpanii) – postawa określana jako „fuga mundi”, czyli ucieczka od świata uważanego jako grzeszny i przeciwny Bogu, definitywnie została poniechana przez Sobór Watykański II.
Pewne niejasności czy wątpliwości mogą się budzić w stosunku do sposobu, czy mówiąc ściślej, miejsca działania chrześcijanina w świecie.
Mocna jest, szczególnie w Starym Testamencie, teologia, którą określić możemy jako „teologia tronu”. Wiele tekstów biblijnych uwydatnia rolę monarchów, jako pośredników między Bogiem i ludem i wzywa do posłuszeństwa władzy, jako nadanej przez Boga. Do tego nurtu należałoby włączyć niektóre teksty z Nowego testamentu wzywające do poddania się władzy (Tm 6,1-2; Tt 2,9,10 1 P 2,17-18).
Równie mocna jest jednak, tak w Starym, jak i w Nowym Testamencie, teologia przeciwna monarchii (por. 1 Sm 8,11-18) i każdej władzy niewrażliwej na cierpienie ludu czy też będącej tego cierpienia przyczyną. Przytoczyć by tu można mnóstwo tekstów ze Starego Testamentu, szczególnie tych, których autorami byli prorocy, z natury przeciwni monarchii. Przykładem niech będzie prorok Ezechiel potępiający „pasterzy pasących samych siebie zamiast trzody” (por. Ez 34,1-16). Z tekstów proroków wyłania się też wyraźnie obraz Boga, jako obrońcy uciśnionych. W ten nurt proroczy wpisuje się też działalność i nauczanie naszego Pana Jezusa wzywającego do budowania Królestwa Bożego, przez Niego zainicjowanego. Jego przebywanie pośród ubogich i zmarginalizowanych, do których „należy królestwo niebieskie” i wiele Jego przypowieści uświadamiają nam to, co pięknie ujął błogosławiony Jan Paweł II, że „człowiek jest drogą Kościoła”.

¡Basta ya!
Na przełomie maja i czerwca zrodził się w Hiszpanii spontaniczny ruch młodych ludzi, którzy określają siebie jako „los indignados”, czyli „oburzeni”. Oburzeni tym, że demokracja zamieniła się w „partiokrację”, że kraj jest w kryzysie, że rządzący krajem dbają o interesy wielkich grup ekonomicznych, zamiast troszczyć się szczególnie o los najbiedniejszych, bezrobotnych... To swoje oburzenie manifestują na placach różnych miast Hiszpanii pod hasłem „¡Basta ya!” – „Dosyć już!”. Politykom zaś mówią: „nie reprezentujecie nas” i wzywają do budowania nowych, alternatywnych form organizacji społeczeństwa. Tego typu manifestacje obecne także w Grecji, Francji i innych krajach Europy mogą być postrzegane jako swego rodzaju „znak czasu” stanowiący wyzwanie dla nas chrześcijan, w duchu tego, co powiedział swego czasu błogosławiony Papież Jan Paweł II: „Nowe sytuacje – zarówno w Kościele, jak i w życiu społecznym, ekonomicznym, politycznym i kulturalnym – domagają się dzisiaj ze szczególną siłą zaangażowania świeckich katolików. Bierność, która była zawsze postawą nie do przyjęcia, dziś jeszcze bardziej staje się winą. Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności” (Chl 3).

01 lipca 2011

Komunia w Słowie

Jeśli kto mnie miłuje i będzie zachowywał moje słowo, Mój Ojciec go umiłuje i do niego przyjdziemy, i zamieszkamy u niego. Kto mnie nie miłuje, nie zachowuje moich słów. Słowo zaś, które słyszycie, nie jest moje, ale Tego, który mnie posłał, Ojca” (J 14,23-24).



Zasadniczo na tej stronie „Misjonarza” staramy się odczytywać naszą codzienną rzeczywistość w świetle Słowa Bożego. Czyniąc wyjątek od tej reguły skoncentrujmy tym razem naszą uwagę na samym Słowie Bożym i jego roli w naszej relacji z Bogiem. Zaprasza nas do takiej refleksji Papież Benedykt XVI w swojej posynodalnej adhortacji apostolskiej „Verbum Domini” – i ten właśnie dokument niech nam posłuży jako punkt odniesienia dla naszych rozważań.

Bóg w dialogu – Słowo żywe
Począwszy od Pawła VI, wszyscy Papieże podkreślają, na różne sposoby i w różnych kontekstach, tę podstawową prawdę o Bogu: Bóg objawia się w dialogu. Papież Paweł VI w swojej encyklice Ecclesiam Suam napisał: Pod nazwą dialogu powinniśmy więc mieć przed oczyma ów prawdziwy i niewymowny rodzaj rozmowy, którą z nami zapoczątkował i nawiązał Bóg Ojciec przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym, jeśli my, to jest Kościół, chcemy zrozumieć, jakie stosunki mamy z ludźmi nawiązać i do jakich dążyć”.
Błogosławiony Papież Jan Paweł II wielokrotnie o dialogu mówił, ale przede wszystkim, poprzez swoje podróże i spotkania, ten Boży dialog ze światem kontynuował.
Papież Benedykt XVI natomiast wielokrotnie ostatnio w swoim nauczaniu wskazuje na Słowo Boże jako instrument i przestrzeń dialogu Boga z człowiekiem. Ukazuje wartość Pisma Świętego, jako podstawowego źródła poznania Boga: „Nowość Objawienia biblijnego polega na tym, że Bóg daje się poznać w dialogu, który pragnie prowadzić z nami. Mówi o tym Konstytucja dogmatyczna Dei verbum, stwierdzając, że niewidzialny Bóg «w swojej wielkiej miłości przemawia do ludzi jak do przyjaciół (...) i przestaje z nimi (...), aby zaprosić i przyjąć ich do wspólnoty z sobą»” (VD 6). Nieco dalej w swojej adhortacji Papież wyjaśnia, dlaczego człowiek powinien podjąć ten dialog zainicjowany przez Boga – otóż dlatego, że w tym dialogu człowiek odkrywa i umacnia swoja tożsamość: „Bóg daje się nam poznać jako tajemnica nieskończonej miłości, w której Ojciec wyraża odwiecznie swoje Słowo w Duchu Świętym. Dlatego Słowo, które od początku jest u Boga i jest Bogiem, objawia nam samego Boga w dialogu miłości między Osobami Boskimi i zaprasza nas do uczestnictwa w nim. Uczynieni na obraz i podobieństwo Boga miłości, możemy zatem zrozumieć samych siebie jedynie wtedy, gdy przyjmujemy Słowo i z uległością poddajemy się działaniu Ducha Świętego. Tajemnica losu człowieka wyjaśnia się bowiem ostatecznie w świetle Objawienia dokonanego przez słowo Boże (VD 6). Chcąc więc poznać pełna prawdę o sobie winniśmy otworzyć się na ten dialog zainicjowany z nami przez Boga, winniśmy otworzyć się na Jego Słowo.
Przypomina nam także Benedykt XVI, że Słowo Boże jest rzeczywistością żywą i bogatą i że kontakt z nim nie dokonuje się jedynie poprzez czytanie Pisma Świętego: „Wyrażenie «Słowo Boże» wskazuje na osobę Jezusa Chrystusa, odwiecznego Syna Ojca, który stał się człowiekiem. Ponadto, skoro w centrum Bożego Objawienia jest wydarzenie Chrystusa, to należy uznać również, że samo stworzenie, liber naturae, zasadniczo także jest częścią tej symfonii na wiele głosów, w której wyraża się jedyne Słowo. Wyznajemy też, że Bóg przekazywał swoje Słowo w dziejach zbawienia, Jego głos było słychać; mocą swego Ducha «mówił przez proroków». Słowo Boże wyraża się zatem w ciągu całych dziejów zbawienia, a w pełni w tajemnicy wcielenia, śmierci i zmartwychwstania Syna Bożego. Następnie słowem Bożym jest przepowiadanie Apostołów, posłusznych poleceniu zmartwychwstałego Jezusa: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!» (Mk 16, 15). A więc słowo Boże jest przekazywane w żywej Tradycji Kościoła. Na koniec, słowem Bożym, poświadczonym i natchnionym przez Boga, są święte Pisma, Stary i Nowy Testament. Wszystko to pozwala nam zrozumieć, dlaczego w Kościele otaczamy wielką czcią święte Pisma, chociaż wiara chrześcijańska nie jest «religią Księgi»: chrześcijaństwo jest «religią słowa Bożego», nie «słowa spisanego i milczącego, ale Słowa Wcielonego i żywego» (VD 7).

Sakrament Słowa
Słowo Boże jednak nie tylko umożliwia nam dialog z Bogiem, lecz ma ono także wymiar sakramentalny – czyli dokonuje się przez nie zanurzenie w Bogu i pełna z Nim komunia. Już Sobór Watykański II przypomniał nam, że „Kościół miał zawsze we czci Pisma Boże, podobnie jak samo Ciało Pańskie, skoro zwłaszcza w Liturgii św. nie przestaje brać i podawać wiernym chleb żywota tak ze stołu słowa Bożego, jak i Ciała Chrystusowego” (KO 21). Benedykt XVI natomiast uświadamia nam sakramentalny charakter Słowa Bożego używając głębokiej refleksji świętego Hieronima: „Św. Hieronim pisze: «Czytamy Pisma święte. Myślę, że Ewangelia jest ciałem Chrystusa; myślę, że Pisma święte to Jego nauczanie. A kiedy On mówi: jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego” (J 6, 53), to chociaż te słowa można rozumieć w odniesieniu do Tajemnicy [eucharystycznej], niemniej jednak ciało Chrystusa i Jego krew są prawdziwie słowem Pisma, są nauczaniem Bożym. Kiedy obcujemy z Tajemnicą [eucharystyczną], i upada okruszyna, czujemy się zagubieni. Kiedy zaś słuchamy słowa Bożego i do naszych uszu przenika słowo Boże oraz ciało Chrystusa i Jego krew, a my myślimy o czym innym, na jakież wielkie niebezpieczeństwo się narażamy?». Chrystus, rzeczywiście obecny pod postaciami chleba i wina, w analogiczny sposób jest obecny w Słowie głoszonym w liturgii (VD 56).

Ku wakacyjnej zadumie
Jak często podejmujemy dialog z Bogiem w oparciu o Jego Słowo? Czy doceniamy sakramentalny wymiar Słowa Bożego? – Czy potrafimy adorować Boga podczas Godziny Biblijnej podobnie jak to czynimy podczas Godziny Świętej? Czy nabożeństwo biblijne ma dla nas tę samą wartość co nabożeństwo eucharystyczne? Czy jednoczymy się z Bogiem w Jego Słowie?...


01 czerwca 2011

"katholikos" znaczy uniwersalny


Nie ma tu już Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, cudzoziemca, Scyty, niewolnika, wolnego, ale wszystkim we wszystkich jest Chrystus (Kol 3,11).



Przy okazji przeprowadzanego ostatnio w naszym kraju spisu powszechnego rozgorzała w mediach i poza nimi polemika odnośnie tożsamości narodowej obywateli Polski. Przez kilkanaście dni pisano i debatowano wiele, nierzadko bardzo emocjonalnie, najczęściej jednak także dość powierzchownie, o tożsamości, o narodowości, o tym co czym się różnimy między sobą i co nas łączy jako społeczeństwo.
Tego typu debaty toczą się jednak nie tylko u nas, lecz można je obserwować praktycznie w całej Europie oraz w innych rejonach świata. Przyzwyczailiśmy się już do istnienia ruchów separatystycznych w Hiszpanii, szczególnie w kraju Basków i w Katalonii; nie dziwią nas już także odnawiające się raz po raz konflikty narodowościowe w Irlandii Północnej czy w Belgii; zdążyliśmy już także zapomnieć o krwawych konfliktach etnicznych na Bałkanach. W skali światowej w ostatnich miesiącach byliśmy świadkami etniczno-religijnego podziału Sudanu na dwie części, krwawego konfliktu w Wybrzeżu Kości Słoniowej oraz dynamicznych ruchów narodowowyzwoleńczych w krajach północnej Afryki. W pamięci utkwiły nam także, ze względu ich okrucieństwo, konflikty plemienne w Rwandzie i w Republice Konga.
We wszystkich tych wydarzeniach pośrednio lub bezpośrednio zaangażowani są chrześcijanie. Rodzi się w związku z tym pytanie o wpływ wyznawanej wiary w Jezusa Chrystusa na poczucie tożsamości i ludzkie postawy w sytuacjach konfliktów etniczno-narodowych: czy je potęguje, czy je łagodzi, czy też nie ma na nie żadnego wpływu.

Konkretny człowiek, konkretni ludzie...
„Kiedy jednak nadeszła pełnia czasu, Bóg posłał swego Syna, który narodził się z niewiasty, narodził się pod Prawem” – pisze święty Paweł w liście do Galatów (Ga 4,4). Autorzy Ewangelii precyzują jeszcze bardziej to uczłowieczenie się Boga przedstawiając przynależność geograficzno-kulturową Jezusa. W ewangelii Łukasza i Mateusza mamy starannie przedstawioną Jego genealogię (Mt 1,1-17; Łk 3,23-38), która określa i precyzuje Jego przynależność rodową. Wszyscy ewangeliści podkreślają także przynależność regionalną Jezusa – to, że pochodził z Nazaretu, z Galilei. Zauważamy, że określenia „Nazarejczyk” czy „Galilejczyk” często używane są w ewangeliach w odniesieniu do Jezusa, szczególnie przez ludzi spoza grona Jego uczniów. Określenia te zostały nie tylko zachowane, lecz wręcz uwydatnione w ewangeliach i innych pismach Nowego Testamentu, gdyż mają one, jak zobaczymy, głębokie znaczenie teologiczne.
Tak święty Paweł, jak i autor Listu do Hebrajczyków podkreślają fakt całkowitego utożsamienia się Boga z człowiekiem w osobie Jezusa z Nazaretu i wyjaśniają teologiczne znaczenie tego faktu. Bóg stał się w Jezusie nie tylko człowiekiem, ale człowiekiem konkretnym, zakorzenionym w konkretnych realiach, w konkretnej kulturze – w hymnie zamieszczonym w liście do Filipian święty Paweł podkreśla, że Bóg w Jezusie nie tylko zniżył się do poziomu człowieka, ale poniżył się jeszcze bardziej, aż do śmierci na krzyżu (Flp 2,6-11) – po to, by ogarnąć swą łaską każdego konkretnego człowieka: „musiał on we wszystkim upodobnić się do braci, aby wobec Boga stać się miłosiernym i wiernym arcykapłanem, by zgładzić grzechy ludu. W tym bowiem, w czym sam doznał cierpienia, może przyjść z pomocą tym, którzy są doświadczani” (Hbr 2,17-18). Konsekwentnie więc, by doznać owoców Bożego zbawienia, należy powierzyć Bogu całe swoje człowieczeństwo, w najpełniejszym jego wymiarze. Święty Paweł powie o zanurzeniu się w Bogu, przez zanurzenie w wodach chrzcielnych: „Czy nie wiecie, że my wszyscy, którzy zostaliśmy zanurzeni w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zostaliśmy więc pogrzebani z Nim przez zanurzenie w śmierć, abyśmy tak, jak Chrystus został wskrzeszony z martwych dzięki chwale Ojca, i my prowadzili nowe życie” (Rz 6,3-4). Paweł sam siebie stawia za przykład: uznaje i przyjmuje swoje człowieczeństwo, swoja przynależność rodową – „obrzezany ósmego dnia, z rodu Izraela, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków, według Prawa – faryzeusz, co do gorliwości, prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości wynikającej z Prawa – człowiek nienaganny” (Flp 3,5-6) – by potem powiedzieć, że zanurza to swoje konkretne człowieczeństwo w Chrystusie całkowicie się z Nim identyfikując – „we własnym ciele dopełniam braki udręk Chrystusa za Jego Ciało, którym jest Kościół” (Kol 1,24).

...zjednoczeni w Chrystusie
O ile prawdą jest, że w celu osiągnięcia zbawienia konieczne jest uznanie swego człowieczeństwa w każdym najmniejszym nawet jego wymiarze i oddanie go Bogu, o tyle prawdą jest także, że zanurzone w Chrystusie nasze człowieczeństwo zyskuje nową jakość – stajemy się nowym człowiekiem a nasze „ziemskie atrybuty” jak narodowość, rasa, kultura, status społeczny staja się drugorzędne. Święty Paweł o swoim ziemskim pochodzeniu powie: „wszystko uznaję za stratę ze względu na przewyższające wszystko poznanie Chrystusa Jezusa, mojego Pana. Z Jego powodu wszystko poczytuję za nic i uważam za śmieci, aby zyskać Chrystusa i zjednoczyć się z Nim” (Flp3,8-9). Paweł także w dwóch okazjach bardzo mocno podkreśla „nową jakość” człowieczeństwa we wspólnocie chrześcijańskiej. Jednym z tych tekstów jest przytoczony w nagłówku fragment z listu do Kolosan, drugim zaś jest stwierdzenie, które znajdujemy w liście do Galatów: „Nie ma już Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety. Wszyscy bowiem stanowicie jedność w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28). Ta „ponadnarodowa jedność w Chrystusie” przedstawiona jest w sposób bardzo plastyczny w Dziejach Apostolskich w opisie zstąpienia Ducha Świętego (Dz 2,6-11).

Jedność w różnorodności
W prologu do Konstytucji Zgromadzenia Słowa Bożego czytamy: „Boża miłość i łaska zgromadziła nas z różnych narodów i kontynentów w jedną misyjną wspólnotę”. Zdanie to oddaje chyba najpełniej istotę wspólnoty chrześcijańskiej: konkretni ludzie, z różnorodnych kultur, zjednoczeni w Chrystusie. Nie ma tu miejsca na nacjonalizmy, nie ma wykluczania – jest integracja i szukanie pełnej jedności w Chrystusie. Wspólnota chrześcijańska to wspólnota katolicka, czyli uniwersalna.

01 maja 2011

Traduttore traditore


 „Tłumacz zdrajca” – tak można dosłownie przetłumaczyć włoskie powiedzenie, którego używamy tu jako tytułu. Dlaczego taki tytuł? Otóż przed paroma tygodniami dzwoniono do mnie z Referatu Misyjnego w Pieniężnie z prośbą o wyjaśnienie cytatu biblijnego, którego użyłem w tekście opublikowanym w tym miejscu w „Misjonarzu” z lutego tego roku. Chodziło konkretnie o słowa z ewangelii według świętego Marka: „Idź za mną, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie!” (Mk 8,33). Ponoć kilka(naście) osób dzwoniło di Pieniężna z pretensjami, że w „Misjonarzu” publikuje się „cytaty biblijne z błędami”. Współbrat, który dzwonił, chciał się upewnić czy aby na pewno nie wkradł się jakiś błąd. Przyszedł mi wtedy do głowy pomysł, by artykuł majowy – na 08 maja przypada w tym roku Niedziela Biblijna – poświęcić kwestii tłumaczeń biblijnych. Stąd też i ten tytuł, „Traduttore traditore”, gdyż rzecz będzie o tłumaczeniach.

Problem z okrasą i pączkami
Jako wprowadzenie do tematu niech nam posłużą dwa przykłady zaczerpnięte z życia codziennego, a konkretnie z kuchni. Podczas rekolekcji, które prowadziłem kilka lat temu w jednej z kaszubskich parafii, usłyszałem od gospodyni proboszcza zaskakujące pytanie: „Czy Ojciec lubi okrasę?”. Pytanie to wydało mi się o tyle dziwne, gdyż w moim „kręgu kulturowym” okrasą nazywa się roztopiony smalec ze skwarkami, którym polewa się pierogi lub ziemniaki i nie potrafiłem sobie wyobrazić okrasy jako dania głównego. Jak się jednak wkrótce okazało, na Kaszubach okrasą nazywa się coś w rodzaju „tatara” czy pasztetu przyrządzonego z surowego mięsa i tłuszczu z gęsich piersi – przepyszna potrawa, którą zajadałem się codziennie aż do zakończenia rekolekcji.
Raz jeszcze potwierdziła się reguła, że nie zawsze to samo słowo określa tę samą rzeczywistość. To samo słowo, w tym samym języku, może mieć różne znaczenie, w zależności od tego, kto je wypowiada, lub kto go słucha. Kto by jeszcze w to wątpił, niech się zastanowi, co pomyśli o człowieku mówiącym, że „cieszy go widok świeżych pączków” – czy go uzna za łasucha czy za miłośnika kwiatów? Pączek pączkowi nie równy...
Z takimi problemami właśnie mają do czynienia na co dzień tłumacze tekstów. Cała sztuka tłumaczenia polega na tym, by używać takich słów, które w tłumaczeniu najlepiej oddadzą znaczenie słów użytych w oryginale i nie będą prowadziły do nieporozumień czy niewłaściwych interpretacji przetłumaczonego tekstu. Ta zasada odnosi się do wszelkiego rodzaju tłumaczeń, także do tłumaczeń ksiąg biblijnych.

Wulgaryzacja Biblii
Jak nam wiadomo, księgi biblijne Nowego Testamentu napisane zostały w języku greckim – uświadamia nam to cytat wstępny zamieszczony tym razem w wersji oryginalnej. Ograniczymy się do jednego jego zdania – słów Jezusa skierowanych do Piotra: „Hypage opiso mu, satana”. By tekst ten był zrozumiały dla dla tych, co nie znają języka greckiego, konieczne jest jego przetłumaczenie. Jako pierwszy dokonał tego święty Hieronim, który na przełomie IV i V wieku przetłumaczył Pismo Święte z języków oryginalnych – hebrajskiego i greckiego – na ówczesny „język prostego ludu”, czyli łacinę. To tłumaczenie nazywa się potocznie „Wulgatą”, od łacińskiego słowa „vulgus” określającego „zwyczajnych ludzi” (obecnie niestety słowo „wulgarny” ma znaczenie zdecydowanie negatywne). Można więc powiedzieć, ze św. Hieronim „zwulgaryzował”, czyli upowszechnił, spopularyzował Biblię. Interesujące nas Hypage opiso mu, satana” przetłumaczył on na łacińskie „Vade retro me Satana”. Słowa te dwojako tłumaczone są na język polski. W „Biblii Tysiąclecia” mamy: „Zejdź mi z oczu, szatanie”; podobnie w „Biblii Warszawskiej”, wydanej przez protestantów i rozdawanej darmowo przez Stowarzyszenie Gedeonitów, czytamy: „Idź precz ode mnie, szatanie!” i w „Biblii Poznańskiej” mamy: „Zejdź mi z oczu, kusicielu”. W sposób odmienny natomiast przetłumaczył te słowa w XVI wieku ksiądz Jakub Wujek: „Idź za mną, szatanie”. Z dwóch ostatnich tłumaczeń Nowego Testamentu jakie ukazały się ostatnio, Biblia Edycji Paulińskiej wpisuje się do pierwszej grupy tłumacząc słowa Jezusa przez „Szatanie, odejdź ode mnie”, natomiast w Tłumaczeniu Ekumenicznym Towarzystwa Biblijnego, podobnie jak u Wujka, mamy: „Idź za mną, szatanie”. Te dwa sposoby tłumaczenia skłaniają nas do zadania pytania o znaczenie słów Jezusa skierowanych do Piotra: czy Jezus odrzuca Piotra widząc w nim szatana, który go zwodzi, czy też „stawia Piotra w szeregu” każąc mu iść za sobą, by się mógł „douczyć” tego, czego nie potrafi jeszcze zrozumieć?
Greckie słowo hypago znaczy „odchodzić”, a jego formę rozkazującą hypage, którą mamy w tekście św. Marka tłumaczyć należy jako „odejdź!” . Natomiast słowo opiso określa coś, co jest „za” lub „poniżej”. Dodajmy też, że greckie słowo satanas w czasach Jezusa oznaczało nie tyle byt z piekła rodem, co „przeciwnika”, „tego, który sprzeciwia się Bogu”. Stąd też słowa Jezusa „Hypage opiso mu, satana” znaczyłyby tyle, co „Ustaw się za mną, i nie sprzeciwiaj się Bogu”. Z najnowszych badań historyczno-kulturowych wiemy też, że „bycie uczniem” w tamtych czasach polegało na „kroczeniu za” mistrzem. Stąd też rozumiemy, że Jezus każe Piotrowi stanąć za sobą, by się nie sprzeciwiać Bogu lecz nadal się uczyć. Stąd też preferujemy najnowsze Tłumaczenie Ekumeniczne Towarzystwa Biblijnego gdyż najbardziej przybliża nas do oryginalnego sens słów zapisanych w Nowym Testamencie.

Język giętki”
Powyższe przykłady uświadamiają nam dlaczego powstają coraz to nowe tłumaczenia Biblii. Ponieważ zmienia się nasz język, ponieważ zmienia się znaczenie używanych przez nas słów i ponieważ także poszerza się nasza znajomość kultury i mentalności tych, którzy redagowali księgi biblijne, należy co jakiś czas „odświeżać” także tekst biblijny, by był on dla nas bardziej zrozumiały. Byśmy czytając tekst biblijny odnajdowali w nim to przesłanie, które chciał przekazać w nim autor, a nie to które nam się wydaje, że autor chciał przekazać.
Niech to będzie dla nas zachęta do tego, by sięgać po nowe tłumaczenia Biblii, by porównywać je z już istniejącymi, by zgłębiając sens słów biblijnych odkrywać i słuchać Słowa Boga.