01 kwietnia 2012

Przed trybunałem


Nie jestem ja prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody bowiem wziął mnie Pan i rzekł do mnie Pan: Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego!” (1 Krl 19,14).

Jednym z najważniejszych tematów poruszanych przez proroków w Izraelu, były kwestie związane z niesprawiedliwością społeczną. Trzech z nich w sposób szczególnie znaczący wyróżniło się wrażliwością socjalną: Amos, Izajasz i Micheasz. Wszystko wskazuje na to, że księga Amosa, chociaż w kanonie biblijnym poprzedzona jest pismami innych proroków, jest jedną z pierwszych, o ile nie pierwszą, księgą, w której zebrano nauczanie jednego z proroków Izraela. Uznając ten prymat Amosa pośród innych proroków, warto wsłuchać się w jego oryginalne przesłanie, które zainspirowało innych proroków i zachowuje do dzisś swoją niegasnącą aktualność.

Świat Amosa
Po śmierci króla Salomona królestwo Izraela podzieliło się na dwie części: Królestwo Północne i Królestwo Judy, zwane też Południowym. Prorok Amos urodził się w małej miejscowości Tekoa w Królestwie Judy, 17 kilometrów od Jerozolimy, natomiast głosił swoje orędzie w Królestwie Północnym.
Na przestrzeni dwóch wieków swojej historii (931-720 p.n.e.) Królestwo Północne miało swoją stolice w trzech różnych miastach. Najpierw było to Sychem, następnie przeniesiono stolicę do Tirsy, by ostatecznie przenieść ją do Samarii, która nie tylko była ostatnią, ale i najbogatszą stolicą Królestwa Północnego. W czasach Amosa w Samarii panował król Jeroboam II. Pod jego rządami Królestwo Północne przeżywało okres względnego spokoju na granicy ze swoim największym wrogiem Asyrią, oraz niespotykanego jak do tej pory rozkwitu ekonomicznego: rozwijało się rolnictwo, rozkwitał przemysł tekstylny, mnożyły się bogate pałace...
Wszystko to jednak dokonywało się kosztem wyzysku i niesprawiedliwości społecznych – bogacili się bogaci a biedni byli coraz biedniejsi i coraz liczniejsi. Najtragiczniejsza sytuacja panowała na obszarach wiejskich. Właśnie z tego środowiska wywodził się prorok Amos, który, jak sam się określił, bardziej niż prorokiem był wieśniakiem, który stał się głosem najuboższych, ciemiężonych i marginalizowanych.

Zabrany od trzody
Amos opisuje swoje powołanie w zaledwie dwóch wersetach, które przytoczyliśmy na wstępie. Mówi dosłownie, że Pan „wziął go od trzody” i posłał do głoszenia Jego orędzia. Był więc Amos prostym człowiekiem z ludu, który pośród swoich codziennych zajęć na roli usłyszał Boży głos, któremu nie mógł się oprzeć. O tajemnicy powołania powiedział on sam w pieknych słowach: Czyż wędruje dwu razem, jeśli się wzajem nie znają? Czyż ryczy lew w lesie, zanim ma zdobycz? Czyż lwiątko wydaje głos ze swego legowiska, jeśli niczego nie schwytało? Czyż spada ptak na ziemię, jeśli nie było sidła? Czyż się unosi pułapka nad ziemią, zanim coś schwytała? Czyż dmie się w trąbę w mieście, a lud się nie przelęknie? Czyż zdarza się w mieście nieszczęście, by Pan tego nie sprawił? Bo Pan Bóg nie uczyni niczego, jeśli nie objawi swego zamiaru sługom swym, prorokom. Gdy lew zaryczy, któż się nie ulęknie? Gdy Pan Bóg przemówi, któż nie będzie prorokować? (Am 3,3-8)

Tak mówi Pan
Całą księgę Amosa można streścić w jednym słowie: sąd. Nie mamy tu jednak do czynienia z żadnym ludzkim trybunałem, lecz jesteśmy świadkami proicesu, ajki Bóg wytacza swojemu ludowi. Prorok Amos jest w tym procesie pośrednikiem Boga; udziela Mu swego głosu. Prorok Amos używa w swym orędziu stylu, który angażuje każdego, nikogo nie pozostawiając obojętnym. Rozpoczyna swe nauczanie, mówiąc o błędach i grzechach sąsiadów i wrogów Izraela, czym zdobywa sobie przychylność słuchaczy, lecz powoli zawęża perspektywę, by skoncentrować się ostatecznie na błędach i grzechach Izraela, któremu poświęca większą część swego przesłania. Nie sposób tutaj wymienić wszystkich poruszanych przez Amosa tematów – zachęcam do lektury jego ksiegi – lecz warto wymienić te, które dziś także zachowują swoją aktualność, jak:  
- dominacja wojenna i militaryzm (Am 1,3-2,16) 
- rytualizm i kult oderwany od życia (Am 5,21-27)  
- skandaliczne bogactwo (Am 6,4-6)  
- wyzysk ekonomiczny i korupcja i niesprawiedliwość (Am 2,6-8).

Wezwanie do nawrócenia
Mimo tego druzgocącego osądu i przestróg Amos daje mieszkańcom Izraela nadzieję, wzywając ich do nawrócenia i zmiany życia: Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli. Wtedy Pan, Bóg Zastępów, będzie z wami, tak jak to mówicie. Miejcie w nienawiści zło, a miłujcie dobro! Wymierzajcie w bramie sprawiedliwość! Może ulituje się Pan, Bóg Zastępów, nad Resztą pokolenia Józefa (Am 5,14-15).
Warto wsłuchać się w te słowa i znaleźć w nich przesłanie rzucające światło krytyki i nadziei na pogmatwane drogi życia naszego i świata, w którym żyjemy.


01 marca 2012

Zachowany na czasy stosowne

„Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie” (1 Krl 19,14).


W Księdze Mądrości Syracha, w części poświęconej wybitnym postaciom z przeszłości, wymieniony jest prorok Eliasz, o którym mówi się, że był to „prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia”. Znajdujemy tam także enigmatyczne stwierdzenie odnośnie do tego proroka, a mianowicie to, że został on „zachowany na czasy stosowne” (por. Syr 48,1-11). W świetle tych opinii warto przypomnieć, czym zasłużył sobie „płomienny prorok” na to miano oraz zastanowić się, czy epoka, w której żyjemy, nie jest tym czasem stosownym, by Eliasz powrócił – by odczytać go na nowo.

Kult władzy i bogactwa

    Eliasz pojawił się w życiu publicznym Izraela w okolicach roku 860 przed Chrystusem, w czasie panowania króla Omriego a następnie jego syna Achaba. Omri, który był dowódcą wojsk izraelskich, wykorzystując zamieszanie społeczne spowodowane wojną i śmiercią króla, przejął władzę w Izraelu (1 Krl 16,16-22), by przekazać ją potem swemu synowi Achazowi. Panowali oni w sumie przez 34 lata. Przyczynili się do wielkiego rozkwitu ekonomicznego Izraela: Omri wybrał i rozbudował Samarię jako stolicę swego królestwa (1 Krl 16,23-24). Achab natomiast wybudował tam później swój pałac z kości słoniowej (1 Krl 22,39). Ponadto Achab umocnił i rozbudował inne miasta swego królestwa oraz zawarł przymierze z odwiecznym wrogiem – królem Tyru. Przymierze to zostało przypieczętowane ślubem Achaba z Izebel (lub Jezabel, jak tłumaczą inni jej imię), córką króla Tyru (1 Krl 16,31).
    Konsekwencją i źródłem tak szybkiego rozwoju ekonomicznego kraju były jednak ogromne niesprawiedliwości społeczne, których dopuszczali się ci królowie, a zwłaszcza król Achab i jego zona Izebel. Wykorzystywali oni biedaków, gnębiąc ich i bogacąc się ich kosztem, zabijali wieśniaków, by móc przywłaszczyć ich ziemie (1 Krl 21,1-16) – podporządkowali sobie wymiar sprawiedliwości i przekonani o swej niekaralności zachowywali się jak prawdziwi panowie życia i śmierci. Równolegle do tej wzrastającej niesprawiedliwości społecznej dokonywało się w królestwie Izraela stopniowe odchodzenie od Przymierza z Bogiem i wprowadzanie kultu Baala – systemu religijnego, który te nadużycia władzy usprawiedliwiał i sankcjonował. Ten kult pogański promowany był i rozwijany szczególnie przez królową Izebel i jej popleczników (1 Krl 18,19).

Prorok jak ogień
Czytamy w pierwszej Księdze Królewskiej, że królowa Izebel z pełną determinacją  prowadziła nieprzejednaną kampanię przeciwko prorokom wiernym Przymierzu mojżeszowemu, dążąc do ich całkowitej eliminacji (1 Krl 18,4; 19,2). Wśród niewielu  proroków, którzy zdołali przetrwać to prześladowanie największym uznaniem i autorytetem cieszył się prorok Eliasz z Tiszbe, słynący ze swej absolutnej wierności Bogu i nieprzejednania. Był on jedynym prorokiem, który oficjalnie otwarcie przeciwstawił się królowi Achabowi i jego żonie Izebel piętnując ich zachłanność, okrucieństwo i bałwochwalstwo. Wobec zatwardziałości monarchów Eliasz ogłosił i sprowadził na kraj trzyletnią suszę jako znak Bożego gniewu. By ostatecznie ośmieszyć kult Baala i ukazać moc Boga Izraela, któremu Eliasz był wierny, wezwał proroków Baala do konfrontacji wobec króla i całego ludu Izraela. Konfrontację tę, opisaną szczegółowo w 18. rozdziale 1 Księgi Królewskiej, wygrał Eliasz, który, sprowadziwszy na ziemię ogień z nieba, ukazał moc Boga Izraela i niemoc Baala i jego proroków. W glorii zwycięstwa i korzystając z okazji, kazał wytracić wszystkich proroków i kapłanów Baala, czym śmiertelnie naraził się królowej Izebel (1 Krl 19,1-2).
Podobnie jednak jak ogień, który, mimo iż jest mocny, poddaje się wichrom, które miotają nim na różne strony, a nawet są w stanie go ugasić, tak też było i z Eliaszem – przy całej swej wierności Bogu, odwadze i nieprzejednaniu, niejednokrotnie w obliczu trudności i prześladowania przeżywał ogromne rozterki, lęki i słabości. [W sposób poetycki i obrazowy przedstawił je Paulo Coelho w powieści „Piata góra”]. Jednak te słabości nie umniejszają wielkości Eliasza, lecz  czynią go bardziej ludzkim – a tym samym bliższym każdemu z nas –  i podkreślają moc jego wiary i zaufania Bogu.

Eliasz na nowo odczytany
Niemożliwe jest oczywiście i nawet niewskazane bezpośrednie przeniesienie Eliasza w nasze realia. Możliwe jest jednak, i jak najbardziej wskazane, spojrzenie na nasza rzeczywistość przez pryzmat tej postaci i odczytanie na nowo w naszych realiach jego postawy, jego wiary, jego rozterek i wątpliwości i jego stanowczych postaw i zachowań. Na pewno będzie to dla nas źródłem głębokich przeżyć duchowych, pociechy i umocnienia. Zanurzmy się więc na chwilę w rozdziałach 17-22 Pierwszej Księgi Królewskiej, wejdźmy na chwilę w świat Eliasza, by wyjść z niego odnowionymi i umocnionymi.


01 lutego 2012

Świat, misja, prorocy...


„Trwajcie więc cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Oto sędzia stoi przed drzwiami. Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie” (Jk 5,7-10).


W jednym z wywiadów udzielonych pod koniec zeszłego roku austriacki kardynał Christoph Schönborn, w obliczu kryzysu trzęsącego ekonomicznymi i politycznymi strukturami Europy i w kontekście pogłębiającego się procesu laicyzacji naszego kontynentu, powiedział, że „Europie potrzebna jest profetyczna opozycja chrześcijańska, która obudzi ozdrowieńczy niepokój”.  Stwierdzeniem tym metropolita Wiednia przypomniał nam, że jednym z elementów charakteryzujących sposób bycia chrześcijanina w świecie jest postawa profetyczna. W liście do Rzymian święty Paweł woła: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12,2). Właśnie zakorzenienie w Bogu i krytyczna postawa wobec świata charakteryzowały biblijnych proroków, których stawia się nam jako wzór do naśladowania w tych trudnych i skomplikowanych czasach.

Boży głos w obronie uciśnionych
            Panuje powszechne przekonanie, że prorok to ktoś, kto przepowiada przyszłość. „Aleś wyprorokował” – mówimy zazwyczaj do kogoś, komu się udało przewidzieć, na przykład, rezultat meczu piłkarskiego. Prorok jednak to nie to samo, co wróżbita czy jasnowidz. Kim więc byli prorocy i co znaczy dzisiaj być prorokiem?
            By lepiej zrozumieć na czym polegało powołanie proroków – bo z prawdziwym powołaniem mamy tu do czynienia – wspomnieć należy niektóre kluczowe momenty z historii Izraela, a konkretnie początki Izraela jako ludu Bożego po wyzwoleniu z niewoli Egiptu i bezpośrednio po nim podczas panowania królów.
            Po wyzwoleniu z niewoli egipskiej, na górze Synaj zawarte zostało przymierze  pomiędzy Bogiem a Izraelitami (por. Wj 19-20). W rezultacie tego przymierza Izrael, odrzucając dominację Faraona i lokalnych królów kananejskich, wybrał Boga jako swego jedynego Pana i stał się ludem Bożym. Znalazło to wyraz w formie organizacji społecznej i sposobie sprawowania władzy w Izraelu, opartych na współodpowiedzialności i poszanowaniu godności każdego człowieka i każdej rodziny, ze szczególną troską o tych najbiedniejszych.
            Jednak w miarę upływu czasu i bogacenia się niektórych rodzin i klanów rozpoczął się powolny proces odchodzenia od oryginalnego przymierza z Bogiem, zakończony ostatecznie  wprowadzeniem monarchii i wyborem króla, który miał zarządzać narodem i troszczyć się o jego dobro (por. 1 Sm 8,1-22). Nie do końca jednak królowie Izraela byli podobni do królów innych narodów, gdyż mieli nad sobą autorytet Boga, w imię którego byli namaszczani na królów i w imię którego sprawowali władzę. Gdy w tym sprawowaniu władzy królowie zaczęli oddalać się od oryginalnego przymierza i bronić bardziej interesów własnych niż dbać o dobro narodu, wtedy właśnie, spontanicznie, zaczęli się pojawiać ludzie przypominający królowi o prawie Bożym, broniący wartości zawartych w Przymierzu z Bogiem. W ten sposób pojawili się w Izraelu prorocy – ludzie powołani przez Boga, będący głosem Boga wobec króla i wobec narodu.
Będąc „głosem Boga” wzywającym do powrotu do wartości zawartych w Przymierzu, prorocy występowali jednocześnie w obronie tych, których najbardziej niewierność i despotyzm królów dotykała – stawali w najbiedniejszych z biednych. Jako przykład może nam posłużyć historia króla Achaba, proroka Eliasza i biednego Nabota, którą znajdziemy w rozdziale 21 pierwszej Księgi Królewskiej.

Powołani, natchnieni, posłani, niezrozumiani...
Prorocy występujący i działający w Izraelu w imieniu Boga, mówią o swoim życiu w kategoriach powołania, misji i powinności. Życie i działalność każdego z nich – chociaż działali w różnym czasie i w różnych okolicznościach – zawiera te same charakterystyczne elementy.
Przede wszystkim prorok jest kimś powołanym – powołanym przez samego Boga (por. Jer 1,4-10). Bóg jest tym, kto proroka powołuje i jest tym który go posyła do wypełnienia misji, nierzadko wbrew jego woli (por. Am 7,14-15). Przesłanie, które jest treścią misji proroka pochodzi bezpośrednio od Boga – prorok działa natchniony przez Boga, mówi w Jego imieniu.  Misja proroka jest zawsze misją publiczną – rozwija się w przestrzeni publicznej, oficjalnie. Publiczny charakter misji wiąże się z tym, że prorok często jest niezrozumiany, odrzucony a nawet prześladowany (por. Jer 15,15-17).
W Nowym Testamencie i w życiu Kościoła Chrystusowego aż po dzień dzisiejszy tę Bożą misję w świecie – missio Dei – realizuje już nie pojedyncza osoba, jak to było w przypadku proroków Starego Testamentu, lecz wspólnota chrześcijańska. Elementy charakterystyczne tej misji – powołanie, posłanie, Boża inspiracja, publiczny charakter, niezrozumienie... –  pozostają jednak niezmienne.
W kolejnych numerach „Misjonarza” przyglądać się będziemy postaciom bardziej czy mniej znanych proroków biblijnych, szukając w ich życiu i nauczaniu inspiracji dla realizacji naszej misji w świecie.

01 stycznia 2012

Niech cię Pan błogosławi


„Kiedy jednak nadeszła pełnia czasu, Bóg posłał swego Syna, który narodził się z niewiasty, narodził się pod Prawem, żeby wykupić tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy otrzymali przybrane synostwo” (Ga 4,4-5).


Rozpoczynając nowy rok kalendarzowy oddajemy cześć Matce Bożej. Pierwszy dzień roku, od ponad 40 lat obchodzony jest jako Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki. Święto to ustanowione zostało przez Papieża Piusa XI w 1931 roku, w 1500. rocznicę nadania Maryi przez Sobór w Efezie, w roku 431, tytułu Theotokos – Bożej Rodzicielki. Pierwotnie święto to obchodzone było 11 października ale w roku 1969, w efekcie reformy liturgicznej, przeniesione zostało ono na pierwszy dzień stycznia i podniesione do rangi uroczystości.

Nowy Rok – nowe nadzieje
            W starożytnym Rzymie początek roku obchodzono pierwotnie z początkiem miesiąca marca – miesiąca poświęconego bogowi wojny, Marsowi –, kiedy to legiony rzymskie wyruszały zazwyczaj na wojenne podboje. Pozostałością po tym marcowym początku roku jest dodawany co cztery lata na końcu lutego dodatkowy dzień roku, który stanowi korektę nierówności naliczania czasu związanej z obiegiem słońca. Korekty tej dokonywano właśnie na końcu roku, który przypadał pierwotnie na koniec lutego.
W czasach cesarza Augusta, kiedy to w całym Imperium zapanował pokój, Senat Rzymu uchwalił wybudowanie specjalnego ołtarza – Ara pacis, czyli ołtarza pokoju  – dla upamiętnienia osiągnięcia upragnionego końca wojen oraz przeniesienie oficjalnego początku roku na początek stycznia, zwanego po łacinie Ianuarius, gdyż patronował mu bóg Janus, który był bogiem wszelkich początków, a także opiekunem drzwi, bram i mostów oraz patronem umów i układów sojuszniczych.
W roku 1967 Papież Paweł VI ustanowił, i zaproponował światu, świętowanie początku roku jako Światowego Dnia Pokoju. Było to nie tyle nawiązanie do starożytnej tradycji rzymskiej związanej ze słynną Pax Romana, co podkreślenie, że prawdziwym dawcą pokoju jest Jezus Chrystus. A właśnie 1 stycznia mija osiem dni od dnia Narodzenia Pańskiego – kończy się Oktawa Bożego Narodzenia, i obchodzi się wspomnienie obrzezania Bożego dziecięcia i nadania mu imienia Jezus – Jeszua, co znaczy: Bóg zbawia. Przypomina nam to czytany w Nowy Rok fragment Ewangelii według świętego Łukasza: Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki (Łk 2,21). Świętując 1 stycznia jako Światowy Dzień Pokoju prosimy Boga o dar pokoju dla całego świata, ale też jednocześnie pragniemy wyrazić naszą wiarę i przekonanie, że prawdziwy pokój wynika z pełnego zjednoczenia z Chrystusem – dawcą i Księciem Pokoju.

Bóg-Człowiek i Bogarodzica
Na przełomie IV i V wieku doszło w chrześcijaństwie do poważnych różnic opinii odnośnie osoby Jezusa Chrystusa i Jego natury. Jedni poddawali w wątpliwość rzeczywiste człowieczeństwo Jezusa Chrystusa – oddzielali Jego bóstwo od człowieczeństwa i głosili, że Maryja zrodziła jedynie człowieczeństwo Chrystusa nie mające związku z Jego bóstwem. Inni natomiast głosili jedność boskiej i ludzkiej natury Chrystusa podkreślając, że w Jezusie Słowo stało się ciałem – rzeczywistość ludzka Chrystusa złączyła się z bóstwem Słowa. Sobór powszechny zwołany w Efezie przez cesarza Teodozjusza II w roku 431 zakończył te spory stwierdzając, że „człowieczeństwo Chrystusa nie ma innego podmiotu niż Boska Osoba Syna Bożego, który przyjął je i uczynił swoim od chwili swego poczęcia. Maryja zaś stała się prawdziwą Matką Bożą przez ludzkie poczęcie Syna Bożego w swoim łonie. Nazywa się Ją Matką Bożą nie dlatego, że słowo Boże wzięło od Niej swoją Boską naturę, ale dlatego, że narodziło się z Niej święte ciało, obdarzone duszą rozumną, z którym Słowo jest zjednoczone jako że narodziło się według ciała” (KKK 466).
Nazywanie Maryi Bożą Rodzicielką ma więc podwójny wymiar: uznaje godność Maryi jako Matki Bożej  ale także, lub przede wszystkim, podkreśla człowieczeństwo Chrystusa, Syna Bożego, to, że Bóg stał się jednym z nas, by nas całkowicie zjednoczyć z sobą.
Pamiętajmy, że już święta Elżbieta witając Maryje w swoim domu nazwała ją Matką Bożą mówiąc: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? (Łk 1,42-43). Ale pamiętajmy także, że wielkość i godność Maryi nie wynika z samego faktu, że fizycznie poczęła Syna Bożego w swoim ciele, ale – jak to podkreślił sam Jezus – że „słuchała Słowa Bożego i zachowywała je” (por. Łk 11,27-28). Maryja, ze względu na swoje zjednoczenie z Bogiem jest naszą orędowniczką ale jest też dla nas przykładem i zachętą do naśladowania w tym wsłuchiwaniu się w Słowo Boga i w jego wcielaniu w życie.
Życzmy więc sobie na ten Nowy Rok byśmy w tym roku i w całym naszym życiu tak jak Maryja „słuchali Słowa Bożego i zachowywali je” a wtedy na pewno spełni się wobec nas błogosławieństwo, które także słyszymy w Nowym Roku: Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem (Lb 6,24-26).

24 grudnia 2011

Bóg się narodził!


Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan.
(Łk 2,11)

Drodzy Przyjaciele,

            W czasie Świąt Bożego narodzenia celebrujemy narodziny Zbawiciela, Mesjasza, Pana. – To jest sens i wymiar teologiczny tego święta. Jednak kontemplując to wydarzenie w wymiarze czysto ludzkim odkrywamy, że to, co się konkretnie wtedy wydarzyło, było bardziej prozaiczne, bardziej normalne, nie tak świetliste a w pewnym sensie nawet tragiczne.

            W ludzkim ujęciu, życie Józefa i Maryi, jak i całego zresztą Izraela, można opisać w kategoriach trudu, porażki, zawiedzionych nadziei...
Żyli oni w okupowanym kraju. Po wiekach niewoli greckiej i krótkim czasie względnej wolności, znowu popadli w niewolę; tym razem rzymską. Na dodatek okupantowi zachciało się zrobić spis ludności. Każdy musi udać się do swego miasta. A tu Maryja akurat jest w ostatnim miesiącu ciąży. A muszą przemierzyć prawie 100 kilometrów drogi...
Są ludźmi biednymi – nie mają pieniędzy na dobrą posadę (jest wielu podróżnych, brakuje miejsca, ceny podskoczyły...). Lokują się więc w stajni za miastem i tam przychodzi na świat ich dziecko. „Mizerna cicha, stajenka licha,żłóbek z sianeczkiem” – śpiewamy w kolędach upiększając tę rzeczywistość. Nasze szopki też są piękne i czyste, pasterze w białych koszulach i prawie tylko im spinek brakuje. W przypadku Józefa i Maryi była to jednak tylko zagnojona stajnia, gdzie nie pachniało świerkiem tylko łajnem, które tam gromadzono i które było potem używane do palenia w piecach. W żłobie tej stajni – jedynym czystym miejscu –  zostało złożone nowonarodzone dziecko. Obrazu dopełniają pasterze, może nawet podpici, uważani za ostatnią hołotę – najbiedniejsi z biednych.
            Bardziej niż o chwale, można tu mówić o dramacie, o sytuacji prawie beznadziejnej: w szczerym polu, w zagubionej stajni, rodzi się biedne dziecko, które nikogo nie obchodzi, nad którym nikt się nie użala; typowe dziecko z marginesu, jak innych tysiące, wtedy i dziś...

            Nasz stosunek do tego wydarzenia z Betlejem, zależy od tego z jakiej perspektywy na nie patrzymy. Patrząc czysto po ludzku, tchnie  onosmutkiem i przygnębieniem. Patrząc jednak na nie w świetle wiary, tchnie radością i nadzieją: Bóg wszedł w naszą rzeczywistość, Bóg jest z nami, odwieczne nadzieje wyrażone w Piśmie świętym się spełniły. I to jest sens tego  Święta, to jest ta siłą, która płynie z Bożego Narodzenia: Bóg wszedł w naszą rzeczywistość! Bóg jest z nami!
           
Wielu ludzi dzisiaj traci nadzieję, mówi o braku sensu życia:
-          szerzy się kryzys
-          nie ma pracy
-          brakuje pieniędzy na życie
-          politycy potrafią tylko obiecywać i się kłócić między sobą
-          wszędzie dopatrują się jakichś spisków...
-          źle... niedobrze... beznadziejnie...
-          ten świat idzie ku samozagładzie...

Ale jeżeli patrzymy na życie oczami wiary, przez pryzmat Bożego Narodzenia,  przez pryzmat Zmartwychwstania, dostrzegamy, że w tym niedoskonałym świecie jest obecny Bóg, że w pozornie beznadziejnych sytuacjach życia rodzi się nowa, Boża rzeczywistość.

            Od chwili kiedy Bóg stał się jednym z nas, świat w którym żyjemy nabrał Bożej wartości. Święto Bożego Narodzenia w sposób szczególny podkreśla wartość życia ludzkiego, życia każdego człowieka. Wartość ta wynika z faktu, że Bóg dokonał wcielenia – przyjął ludzkie ciało, narodził się jako człowiek. Uświadamia nam to, że w każdym człowieku, od najuboższego dziecka z marginesu społecznego, po największego grzesznika, w każdym z nas jest Boża godność – w każdym z nas żyje Bóg.
            Boże Narodzenie uświadamia nam, że nie ma sytuacji beznadziejnych; nie ma sytuacji straconych. Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?!”.
            Boże Narodzenie to radość w smutku, to nadzieja w beznadziejności. Tej radości i tej nadziei Wam wszystkim i sobie życzę.

Jan J. Stefanów, svd

01 grudnia 2011

philopsychos


„Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie” (Mdr 11,22-12,1).


            W cytowanym powyżej fragmencie Księgi Mądrości, pojawia się greckie słowo philopsychos. Wyrażenie to, które w całej Biblii pojawia się tylko raz, i to w tym właśnie tekście, tłumaczy się jako „miłośnik życia”. W klasycznej grece, w potocznym użyciu wyrażenie to miało znaczenie raczej negatywne – używano go na określenie człowieka „przywiązanego do życia”, czyli  tchórzliwego. Jednak w kontekście, w jakim pojawia się w Księdze Mądrości, ma ono znaczenie bardzo pozytywne i jest jednym z piękniejszych tytułów – o ile nie najpiękniejszym    użytych w odniesieniu do Boga: „Pan, miłośnik życia”.

Wartość życia
            Ostatni miesiąc naszego roku kalendarzowego, grudzień, jest swego rodzaju „miesiącem życia”. 21-22 grudnia ma miejsce tzw. „przesilenie zimowe”, czyli moment przełomowy, w którym słońce oświetla najmocniej półkulę południową, a u nas, na północy, mamy najdłuższą noc i najkrótszy dzień w roku. Z dawien dawna – rzec można „od zarania dziejów” – zjawisko to było celebrowane jako „święto odradzania się słońca” – święto życia. Jako że święto to według dawnego kalendarza juliańskiego wypadało 25 grudnia, dlatego też tego właśnie dnia w naszej tradycji chrześcijańskiej obchodzimy święto Narodzenia Pańskiego – dzień narodzenia Chrystusa, nowego światła i nowego życia dla ludzkości.
            Święto Bożego Narodzenia w swoim wymiarze teologicznym podkreśla w sposób szczególny wartość życia ludzkiego, życia każdego człowieka. Wartość ta wynika z faktu, że Bóg dokonał wcielenia – przyjął ludzkie ciało, narodził się jako człowiek. Co więcej, ewangelista Łukasz opisując to wydarzenie szczegółowo opisuje miejsce i okoliczności tych narodzin – podkreśla, że Jezus Chrystus przyszedł na świat w stajennej grocie pośród bydła, „ponieważ zabrakło dla nich miejsca w zajeździe” (Łk 2,7). Uświadamia nam w ten sposób, że w każdym człowieku – nawet tym narodzonym w najbardziej ubogich warunkach – spoczywa godność dziecka Bożego.
Przypadkowo lub nie, ogłoszenie „Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka” – dokumentu Organizacji Narodów Zjednoczonych broniącego wartości i godności życia każdego człowieka „bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, koloru, płci, języka, wyznania, poglądów politycznych i innych, narodowości, pochodzenia społecznego, majątku, urodzenia lub jakiegokolwiek innego stanu”[1] – miało miejsce także w grudniu, konkretnie 10 grudnia 1948 roku. Od 1950 roku rokrocznie 10 grudnia obchodzony jest międzynarodowy Dzień Praw Człowieka.

Miłująca wszechmoc
            Autor biblijnej Księgi Mądrości podkreśla, że Bóg kocha (agapân) stworzony przez siebie świat: „Miłujesz (agapâs) bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił” (Mdr 11,24). Bóg ma pełną władzę nad życiem, jest jego Panem (despotês), a ta Jego wszechmoc wyraża się najpełniej w… obronie życia i w przebaczeniu (!): „Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy” (Mdr 11,23). Stąd też w jednej z niedzielnych modlitw mszalnych mówimy do Boga: „Boże, Ty przez przebaczenie i litość najpełniej okazujesz swoją wszechmoc…”. Bóg lituje się nad światem, gdyż w każdym stworzeniu jest Jego Boże tchnienie (por. Rdz 2,7): „Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie”. To „niezniszczalne tchnienie” jest przeciwieństwem „tchnienia zniszczenia”, które Bóg mógłby wylać na winnych – o co niejednokrotnie ludzie zmęczeni złem i przemocą Boga proszą.

Miłośnicy życia
Dokonując relektury tego przesłania biblijnego odnośnie wartości życia warto się zapytać w jakim stopniu odnosi także i do nas biblijne określenie philopsychos – miłośnik życia. Kryterium oceny niech będzie nasza relacja do drugiego człowieka – każdego człowieka: tego „dobrego” i tego „innego”. Jest tym kryterium także nasza postawa w obronie życia, każdego życia – tego jeszcze nie narodzonego, ale i tego „zwyrodniałego”: zdeformowanego chorobą lub upodlonego złem. Niepokojąca jest, głośno wyrażana i nierzadko promowana, akceptacja dla kary śmierci wśród ludzi określających się jako wierzący. Miejmy na względzie słowa Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy ‘są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale’” (KKK 2267) i te wypowiedziane przez błogosławionego Papieża Jana Pawła II bożonarodzeniowym orędziu Urbi et Orbi w 1998 roku: „Niech dzięki Bożemu Narodzeniu umocni się na całym świecie poparcie dla stosownych i pilnie potrzebnych działań, które położą kres produkcji zbrojeniowej i handlowi bronią, pozwolą strzec ludzkiego życia, znieść karę śmierci”.



[1] http://pl.wikisource.org/wiki/Powszechna_Deklaracja_Praw_Człowieka

01 listopada 2011

Kościół naszym domem


Wszystko to zaś od Boga, który przez Chrystusa pojednał nas z sobą i zlecił nam służbę pojednania. W Chrystusie bowiem Bóg pojednał świat z sobą, nie poczytując ludziom ich grzechów, a nam powierzył głoszenie pojednania. Jesteśmy więc posłani w imię Chrystusa. Sam Bóg niejako zachęca przez nas. W imię Chrystusa prosimy: Dajcie się pojednać z Bogiem!(2 Kor 5,18-20).



W ramach trzyletniego programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce – „Kościół domem i szkołą komunii” – najbliższy rok liturgiczny, który pod koniec tego miesiąca rozpoczniemy Pierwszą Niedzielą Adwentu, przeżywać będziemy pod hasłem „Kościół naszym domem”.
W kończącym się roku liturgicznym, który przebiegał pod hasłem „W komunii z Bogiem”, staraliśmy się uwrażliwić na potrzebę pogłębienia naszej więzi z Bogiem. Szczególną pomocą w tym budowaniu i pogłębianiu osobistej więzi z Bogiem było i jest dla nas Słowo Boże, zapisane w księdze Pisma Świętego i odczytywane wspólnotowo w kontekście naszego życia. Teraz zaś, nasi pasterze zapraszają nas, byśmy w tym nadchodzącym roku pogłębiali naszą komunię z Bogiem we wspólnocie Kościoła – by Kościół stawał się dla nas i był rzeczywiście naszym domem.

W domu
W naszym coraz bardziej zindustrializowanym i zurbanizowanym społeczeństwie coraz bardziej także zatraca się znaczenie domu, jako centrum życia rodzinnego. Dla tych, którzy wychowali się w blokowych klitkach, słowo dom bardziej kojarzy się z obiektem marzeń i zazdrości niż z miejscem, do którego powraca się, by odnowić i umocnić więzy rodzinne. Coraz częściej, niestety, dom/mieszkanie to tylko miejsce nocno-weekendowego odpoczynku, gdyż praca, nauka, rozrywka i relacje społeczne rozwijają się w przestrzeni publicznej.
Można powiedzieć, że w środowisku wiejskim i małomiasteczkowym dom nadal jest prawdziwym ogniskiem rodzinnym – miejscem zamieszkania rodziców i dziadków, miejscem, do którego chętnie się wraca, gdzie przeżywa się święta i ważne rocznice, gdzie odnawia się więzy rodzinne... gdzie człowiek czuje się „u siebie?.

Dom Boży
Nasz Pan, Jezus Chrystus miał także swój dom. Wielokrotnie też używał obrazu domu, gdy nauczał w przypowieściach o Królestwie Bożym (por. Mk 3,25-27; 10,29-30). Ewangelie mówią o domu Jezusa w dwóch znaczeniach:

  • dom Józefa i Maryi, w którym Jezus się wychował (Mt 2,11)
  • dom Szymona Piotra w Kafarnaum, który od momentu uzdrowienia teściowej Piotra (Mk 1,29-34) stał się domem Jezusa i tak jest przez ewangelistę Marka konsekwentnie nazywany (por. Mk 2,1; 3,20; 7,17; 9,28; 9,33)
Scena uzdrowienia paralityka opisana przez Marka (Mk 2, 1-12), w której dochodzi do „otwarcia domu” – zostaje rozebrany dach, by łatwiej dostać się do Jezusa – w sposób symboliczny ukazuje ten dom jako miejsce przebywania Jezusa i działania Jego Bożej mocy, ale jednocześnie podkreśla jego otwartość na świat, otwartość na wszystkich.
O pierwszych wspólnotach chrześcijańskich mówi się często, że były one prawdziwym „Kościołem domowym”, gdyż właśnie w ich domach rozwijało się życie wspólnoty (por. Dz 2,42-47; 16,15, Rz 16,5; 1 Kor 16,9). Stąd też, w miarę upływu czasu, domy, w których zbierała się wspólnota Kościoła zaczęto także nazywać kościołami.
Dzisiaj słysząc określenie „dom Boży” rozumiemy je w znaczeniu budynku kościelnego. „Dom Boży” to dzisiaj przede wszystkim świątynia – przypominają nam o tym różnego rodzaju zakazy, nakazy i ostrzeżenia umieszczane przy wejściu do kościołów mające nas pouczać o tym, jak się zachować w „domu Bożym”. Zapominamy jednak, że prawdziwym i zasadniczym domem Bożym jest wspólnota Kościoła, wspólnota ochrzczonych, w której żyje Chrystus, która jest Jego Ciałem (por. 1 Kor 3,10-17; 12,12-27). Troska o dom Boży powinna być bardziej troską o wspólnotę: o jej problemy, jej relacje, jej świętość i jej jedność, niż o budynek, w którym ta wspólnota się zbiera. O tym przypomina nam tegoroczne hasło duszpasterskie: „Kościół naszym domem”.
Fragment drugiego listu świętego Pawła do Koryntian umieszczony na wstępie przypomina nam, co stanowi o tożsamości wspólnoty chrześcijańskiej: jest to wspólnota tych, którzy doznali pojednania z Bogiem doświadczając uzdrawiającej mocy Jego miłości, żyją tą jednością we wspólnocie i tę jedność, to Boże pojednanie niosą tym, którzy świadomie lub nieświadomie uzdrawiającej mocy Bożej miłości nie doświadczyli lub się na nią zamknęli. Doświadczać pojednania, żyć jednością i nieść pojednanie – to nasz program na nowy rok duszpasterski.