01 czerwca 2013

Każdy niech zważa na to, jak buduje


Zgodnie z udzieloną mi łaską Boga niczym umiejętny architekt położyłem fundament, inny natomiast na nim buduje. A każdy niech zważa na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego niż ten, który jest położony, a którym jest Chrystus(1 Kor 3,10-11).

Opowiadał mi kiedyś jeden znajomy z Wielkiej Brytanii, że pod koniec rządów Margaret Thatcher jego 10 letni wówczas syn zapytał go: „Tato, a czy w naszym kraju mężczyzna noże być premierem?” – całe jego życie upłynęło pod rządami kobiety-premiera i nie znał żadnego mężczyzny, który by sprawował ten urząd; stąd też wynikało to jego pytanie.
Coś podobnego dzieje się z nami w odniesieniu do Kościoła – przez ostatnie dziesięciolecia, od czasów Soboru Watykańskiego II niewiele się w Kościele zmieniło. Jego obecna struktura i forma organizacji jest jedyną, jaka większość z nas zna. Starsze pokolenie pamięta jeszcze Kościół przedsoborowy ze Mszą po łacinie i innymi zwyczajami, które kształtowały się w nim przez stulecia. Tak mocno przyzwyczajeni i przywiązani do naszego europejskiego modelu Kościoła posoborowego, z jego oryginalną charakterystyką i zwyczajami kultywowanymi tutaj w Polsce, zapomnieliśmy już, że nie jest to jedyna forma organizacji Kościoła - i dlatego tak nas dziwią, czy wręcz gorszą, niektóre gesty, słowa i postawy Papieża rodem z Argentyny, czy też zwyczaje i tradycje, które poznajemy lub których nam brakuje w innych wspólnotach katolickich na świecie.

„Kościoły, które Apostołowie nam pozostawili”
Taki tytuł nosi książka wybitnego amerykańskiego biblisty, członka Papieskiej Komisji Biblijnej, Raymonda E. Browna[1], w której przedstawia on różne modele Kościoła obecne w księgach Nowego Testamentu. Autor świadomie i z pełną premedytacją używa w tytule swej książki liczby mnogiej i mówi o „kościołach”, by podkreślić różnorodność form organizacji Kościoła w pierwszych wiekach jego istnienia. Zaintrygowany tym, że większość Apostołów w okolicach roku 60 po Chrystusie już nie żyła, natomiast przeważająca część ksiąg Nowego Testamentu powstała po ich śmierci, Raymond Brown ukazuje nam jakie akcenty teologiczne i jakie formy organizacji dominujące w różnych momentach i kontekstach społecznych pierwotnego chrześcijaństwa uwiecznione zostały w księgach Nowego Testamentu.

„Ja położyłem fundament”
Najstarszymi pismami Nowego Testamentu są listy świętego Pawła, a on sam uważany jest powszechnie za jednego z pierwszych „budowniczych Kościoła”. Przemierzając tereny dzisiejszej Turcji, Grecji i Italii i zakładając pierwsze wspólnoty chrześcijańskie, wywarł Paweł znaczące piętno na kształcie i tożsamości pierwotnego Kościoła.

Wspólnota zbawionych w Chrystusie
            Gdybyśmy zapytali świętego Pawła o istotę Kościoła, odpowiedziałby nam zapewne krótko, że Kościół  to wspólnota usprawiedliwionych, którzy uczestniczą w życiu Chrystusa jako Pana. „Usprawiedliwieni z wiary, mamy pokój z Bogiem przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Przez Niego, dzięki wierze, mamy także dostęp do tej łaski, w której trwamy, i radujemy się nadzieja chwały Boga” (Rz 5,1-2). „Uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie” (Rz 6,11). Z tego, co pisze święty Paweł w swoich listach adresowanych do założonych przez siebie wspólnot, wyłania się obraz Kościoła jako wspólnoty tych, którzy odpowiedzieli wiarą na głoszoną im Dobrą Nowinę o zbawieniu ofiarowanym przez Boga w Chrystusie i przez chrzest zrodzili się do nowego, pełnego życia w Bogu. Ta nowa jedność w Bogu jest tak głęboka, że Paweł mówi o Kościele jako o ciele Chrystusa: „Tak bowiem jak jest jedno ciało i ma wiele członków, a wszystkie członki, chociaż jest ich wiele, są jednym ciałem, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscy przecież w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, aby stanowić jedno ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscy też zostaliśmy napojeni jednym Duchem” (1 Kor 12,12-13).

Jedność w różnorodności
            W tej nowej wspólnocie jaką jest Kościół nie podkreśla się różnic miedzy tymi, którzy ją tworzą, lecz ich doskonałą jedność w Chrystusie: „Wy przecież, którzy zostaliście zanurzeni w Chrystusa, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety. Wszyscy bowiem stanowicie jedność w Chrystusie” (Ga 3,27-28). Jedność Kościoła z Chrystusem i w Chrystusie zrodzona w wodach chrztu umacnia się i odnawia przy stole eucharystycznym (1 Kor 10,16,-17). Chrzest i Eucharystia to dwa sakramenty w których Kościół się rodzi, odnawia i umacnia.
Najlepszym podsumowaniem i uaktualniniem tego, czego uczy nas święty Paweł o Kościele, są słowa błogosławionego Papieża Jana Pawła II z listu Novo millennio ineunte: „Ta wizja komunii jest ściśle związana ze zdolnością chrześcijańskiej wspólnoty do otwarcia się na wszystkie dary Ducha. Jedność Kościoła nie oznacza jednolitości, ale połączenie w organiczną całość uprawnionych odmienności. Jest to rzeczywistość wielu członków połączonych w jednym Ciele - jedynym ciele Chrystusa (por. 1 Kor 12, 12). Jest zatem konieczne, aby Kościół trzeciego tysiąclecia pobudzał wszystkich ochrzczonych i bierzmowanych do uświadomienia sobie obowiązku czynnego udziału w życiu kościelnym. Obok posługi kapłańskiej także inne posługi ustanowione lub po prostu uznane, mogą się rozwijać z pożytkiem dla całej wspólnoty, zaspokajając jej wielorakie potrzeby: od katechezy po aktywny udział w liturgii, od wychowania młodzieży po różne formy działalności charytatywnej” (46).



[1] Brown, Raymond E. The Churches the Apostles Left Behind, New York 1984.


01 maja 2013

Ecclesia semper reformanda


Starszych więc, którzy są wśród was, proszę, ja również starszy, a przy tym świadek Chrystusowych cierpień oraz uczestnik tej chwały, która ma się objawić: paście stado Boże, które jest przy was, strzegąc go nie pod przymusem, ale z własnej woli, jak Bóg chce; nie ze względu na niegodziwe zyski, ale z oddaniem; i nie jak ci, którzy ciemiężą gminy, ale jako żywe przykłady dla stada(1P 5,1-3).


Po raz kolejny opóźnienie w dostarczeniu artykułu do "Misjonarza" swarza mi możliwość nawiązania do dwóch wydarzeń bieżących, żywo komentowanych w różnych mediach i w różnych kręgach – abdykacji Papieża Benedykta XVI i wyboru nowego Papieża, Franciszka I.

Dymisja Papieża
11 lutego uczestniczyłem w Monachium w kolejnym zebraniu Rady Nadzorczej Katolickiej Federacji Biblijnej. W pewnym momencie nasze zebranie zostało przerwane wejściem sekretarki biskupa Przewodniczącego, która oznajmiła nam, że Papież Benedykt XVI ogłosił swoją dymisję. Wiadomość ta została przyjęta przez nas ze zdziwieniem, lecz także ze spokojem i zrozumieniem. Komentując tę wiadomość po zakończeniu zebrania, byliśmy jednomyślni w opinii, że odważny gest Benedykta XVI pomoże przywrócić Papiestwu  jego oryginalny, biblijny charakter – przyczyni się do postrzegania na nowo Papieża nie tyle jako monarchy dożywotnio sprawującego władzę, co po prostu biskupa  Rzymu, który, podobnie jak inni biskupi, po osiągnieciu pewnego wieku podaje się do dymisji umożliwiając wybór swego  młodszego następcy. W 1 Liście do Tymoteusza mówi się o biskupie, że „powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?” (1 Tm 3,2-6). Jako główny powód swojej dymisji Papież Benedykt XVI podał właśnie niezdolność podołania obowiązkom wynikającym ze sprawowania posługi biskupa Rzymu. Decyzja ta uznana została powszechnie za wyraz wielkiej pokory i miłości do Kościoła.
Wart podkreślenia w tym kontekście jest fakt, że następca Benedykta XVI, Papież Franciszek I, upraszczając ceremonię rozpoczęcia swego pontyfikatu przede wszystkim zmienił jej charakter i nazwę z „Intronizacji” na „Rozpoczęcie posługi Piotrowej przez biskupa Rzymu” – wyzwalając w ten sposób posługę Papieża z jej upolitycznienia i podkreślając jej charakter duszpasterski i służebny.

Kościół uniwersalny
            O ile dymisja Papieża Benedykta XVI wywołała powszechną konsternację, to nie mniejszym zaskoczeniem był wybór na Stolicę Piotrową biskupa pochodzącego spoza Europy – Argentyńczyka Jorge Mario Bergoglio. Powszechnie mówi się o nim, że jest pierwszym Papieżem spoza Europy. Choć nie jest to do końca zgodne z prawdą, gdyż spośród 266 papieży ośmiu pochodziło z Bliskiego Wschodu i trzech z Afryki, ale prawda jest też, że nie-Europejczycy pochodzili z basenu Morza Śródziemnego. Najwięcej papieży było z Włoch - 210, 16 Francuzów, 11 Greków, 6 Syryjczyków, 5 Niemców i jeden Polak. Papież Franciszek I jest pierwszym Papieżem z tak zwanego „Nowego Świata”. W pewnym sensie możemy powiedzieć, że jesteśmy świadkami podobnego przełomu jak wybór pierwszych siedmiu diakonów wywodzących się spośród hellenistów (por. Dz 6,1-7), czy otwarcie się pierwotnego Kościoła na pogan w efekcie Soboru Jerozolimskiego (por. Dz 15,1-35). Wybór Papieża  pochodzącego z Ameryki Południowej symbolicznie zamyka proces dojrzewania i integracji tamtejszego Kościoła i jest wyrazem i uznaniem jego dojrzałości. Pierwsze gesty i zachowania nowego  Papieża, bardzo proste a jednocześnie pełne głębokiego symbolizmu, zapowiadają, że może to być rzeczywiście pontyfikat o przełomowym i ubogacającym znaczeniu dla Kościoła, podobnym do tego co dokonało się w pierwszym wieku po otwarcia się chrześcijaństwa na kulturę grecką.

Jeden Kościół, wiele modeli
            Zmiany zachodzące w Kościele, wyzwania stojące przed nowym Papieżem oraz głosy sprzeciwu przeciwko „zbytniemu nowinkarstwu”, które bardziej lub mniej nieśmiało zaczynają się odzywać w różnych zakątkach Kościoła stanowią zaproszenie do zastanowienia się nad naturą Kościoła i nad jego organizacją. Miesiąc po miesiącu, na kolejnych łamach „Misjonarza” podejmiemy to wyzwanie i w świetle Słowa Bożego, przyjrzymy się różnym modelom Kościoła wyłaniającym się z kart Nowego Testamentu, by ten Kościół lepiej poznać, mocniej pokochać i kreatywniej rozwijać.


01 kwietnia 2013

Patrzeć sercem

Na końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy byli przy stole i wypomniał im brak wiary i upór, ponieważ nie uwierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego(Mk 16,14).

Dobrze widzi się tylko wtedy, gdy się patrzy sercem. Najważniejsze jest dla oczu niewidoczne” – te słowa z „Małego księcia” określają chyba najwłaściwszą postawę wobec tajemnicy Zmartwychwstania. Tajemnicę tę trudno jest ogarnąć rozumem – by ją zrozumieć, by jej doświadczyć, by w niej uczestniczyć, trzeba na nią „patrzeć sercem”.

Dotknąć” prawdy Zmartwychwstania
Ewangelia według świętego Jana, którą rokrocznie czytamy w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, ukazuje nam, że tylko ci, którzy kierują się głosem serca, którzy nie pozwalają się przytłoczyć „tragicznemu realizmowi faktów” i nie ustają w szukaniu osobowego kontaktu z żywym Jezusem, ci właśnie są w stanie Go spotkać; tylko oni potrafią Go rozpoznać i tylko oni mogą doświadczyć pełni radości płynącej z tego spotkania. Maria Magdalena i „uczeń, którego Jezus miłował” jako pierwsi „dotknęli” prawdy Zmartwychwstania, dotknęli jej sercem, bo sercem także jej szukali.
Inni, „obiektywni realiści” ulegli przytłaczającemu realizmowi faktów i utracili nadzieję. Dramat Wielkiego Piątku, pustka i beznadziejna cisza dnia następnego, pokazują jak tragiczne, puste i bezsensowne może być życie, gdy gaśnie ostatni płomyk nadziei. Widząc Jezusa umierającego jak potępieniec na krzyżu, obserwując potem Jego złożenie Jego ciała do grobu, każdy mógł pomyśleć, że Jego życie było jedną wielką porażką, że Bóg Go opuścił i przyznał rację tym, którzy Jezusa skazali na śmierć. Mógł się utwierdzić w przekonaniu, że światem rządzi pieniądz i wpływy, że popłaca zdrada i tchórzostwo. I wielu tak właśnie myślało. Także wielu uczniów Jezusa myślało w ten sposób i dlatego uciekli. Uciekli w obawie, że może ich spotkać ten sam los, który spotkał ich Mistrza i Nauczyciela.
W takiej ekstremalnej sytuacji zdolni byli przetrwać jedynie ci, którzy potrafili usłyszeć w swoim sercu głos, który im mówił: „To niemożliwe!”, „To nie może być prawdą”. Właśnie ten głos kazał Marii Magdalenie z samego rana, tuż po szabacie, udać się pospiesznie do grobu. Ten sam głos także tak uskrzydlił ucznia umiłowanego, że wyprzedził on wszystkich w dążeniu do pewności wiary. Serce mówiło im: „To niemożliwe!”; „Przecież On powiedział…”; „Przecież On znał Ojca…”;„Przecież On wierzył Ojcu…”, „Przecież On nie kłamał!...”. Głos serca, który stawał się coraz mocniejszy i przebijał się powoli ponad głosami wszystkich „obiektywnych realistów”. Głos, który obudził nadzieję, rozkrzewił wiarę i w końcu doprowadził do spotkania…

Uwierzyć w Zmartwychwstanie
„Obiektywnie” patrząc, Zmartwychwstania nie da się udowodnić – nie zostało ono udokumentowane, nie było przy nim nikogo z kamerą. A ewangeliści uświadamiają nam, że nawet fakt pustego grobu można wytłumaczyć tym, że ciało zostało wykradzione – pamiętamy ten dialog liderów religijnych ze strażnikami grobu, opisany w ewangelii według świętego Mateusza (Mt 28,11-15). Zmartwychwstania trzeba osobiście doświadczyć, by móc w nie uwierzyć. I tak jak było to prawdą dwa tysiące lat temu, nie mniej prawdziwe jest to i dzisiaj.
Wielu dzisiaj mówi: „Jak można wierzyć w miłość w rzeczywistości zdominowanej przez agresję, egoizm, niesprawiedliwość i wojny?”; „Gdzie był Bóg, gdy ludzie ginęli w Auschwitz, pod Katyniem, w Sarajewie, w Iraku, w Darfurze…?”; „Gdzie był Bóg w dniu tragedii smoleńskiej?” Jak można jeszcze dziś wierzyć w dobro, w miłość? Na czym opierać nadzieję na przyszłość? – „obiektywnie” patrząc, można by rzec, że ten świat wyczerpał już swoje możliwości, że doszliśmy do „końca historii”, że nie ma już żadnej przyszłości, że pozostała już tylko pustka i nicość...

Świadczyć o Zmartwychwstaniu
„Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” – napisał święty Paweł w Pierwszym liście do Koryntian (1 Kor 15,14). Nie ma żadnej matematycznej formuły, z której można by wyprowadzić prawdę o Zmartwychwstaniu; żaden system komputerowy nie może jej odtworzyć, bo nie jest „logiczna”.
Bo logika Zmartwychwstania to logika serca – serca, które ukochało, serca, które szuka, które wychodzi na spotkanie, które spotyka i które doświadcza. Prawdy o Zmartwychwstaniu nie głoszą naukowcy, lecz… świadkowie, którzy go doświadczyli.
„My jesteśmy świadkami tego wszystkiego” – słyszymy Piotra mówiącego te słowa w księdze Dziejów Apostolskich. Wielokrotnie, w różnych formach i przypadkach, pojawia się tam słowo „świadectwo”. Bo właśnie świadectwo jest owocem doświadczenia. Ktoś, kto spotkał Chrystusa zmartwychwstałego, kto doświadczył mocy Zmartwychwstania, nie może się powstrzymać, by o tym nie mówić, by o tym nie świadczyć. „My nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli – mówił Piotr przed trybunałem, który go sądził za głoszenie prawdy o Zmartwychwstaniu (Dz 4,20). Ale podobnie też można powiedzieć, że ten, kto nie świadczy o Zmartwychwstaniu, albo wcale, albo w sposób niedostateczny go doświadczył.
Niech to nasze tegoroczne świętowanie Zmartwychwstania Chrystusa nie będzie tylko kolejnym świętem. Niech będzie prawdziwym doświadczeniem, prawdziwym spotkaniem z Chrystusem Zmartwychwstałym. A czy takim będzie, to zależy tylko od nas, od tego, czy będziemy potrafili patrzeć sercem. Bo „dobrze widzi się tylko wtedy, gdy się patrzy sercem. Najważniejsze jest dla oczu niewidoczne”.


01 marca 2013

...jak Chrystus umiłował Kościół


Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. Wielka jest to tajemnica, a ja odnoszę ją do Chrystusa i Kościoła(Ef 5,31-32).

Starotestamentalny prorok Ozeasz uczynił ze swej miłości do jego niewiernej małżonki symbol relacji Boga z człowiekiem. Będąc obiektem drwin otoczenia ze względu na to, że poślubił kobietę, która była mu niewierna, Ozeasz odpowiadał, że chce ją przemienić swoją miłością do niej, gdyż tak samo postępuje Bóg ze swoim ludem, który jest mu niewierny (Por. Oz 2). Podobnego obrazu używa też prorok Izajasz dla przedstawienia obietnicy danej przez Boga swojemu ludowi: Zaiste, jak niewiastę porzuconą i zgnębioną na duchu, wezwał cię Pan. I jakby do porzuconej żony młodości mówi twój Bóg: Na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę (Iz 54,6-7).

On pierwszy nas umiłował
Wypełnieniem tej obietnicy Boga jest Jezus Chrystus, obiecany oblubieniec – Zbawiciel. W Nim Bóg poślubił nas – zjednoczył ze sobą całkowicie i na zawsze we krwi Chrystusa. Święty Jan w swoim liście przypomina nam, że Bóg pierwszy nas umiłował i że ta Jego miłość do nas jest dla wzorem i modelem w naszych relacjach z bliźnimi (Por 1 J 4.10-21). Święty Paweł, w cytowanym tekście odnosi to do małżeństwa – miłość Chrystusa do Kościoła jest wzorem dla chrześcijańskich małżonków w ich miłości do siebie a ich małżeństwo jest dla świata Bożej miłości do człowieka.

Nie tak było na początku
Będąc obrazem miłości Boga do człowieka, małżeństwo chrześcijańskie jest nierozerwalne, gdyż tak jak Bóg nigdy nie przekreśla człowieka, nie neguje mu swojej miłości. Niektórzy jednak dopatrują się w słowach Jezusa przytoczonych przez ewangelistę Mateusza (Mt 19,3-9) dopuszczalności rozwodu.



Pytanie o możliwość rozwodu, przedstawione Jezusowi, odzwierciedla dyskusję istniejącą wśród Żydów i dotyczącą interpretacji Pwt 24,1-4 gdzie jest mowa o możliwości unieważnienia małżeństwa poprzez wręczenie listu rozwodowego. Tekst z Księgi powtórzonego Prawa odnosi się do możliwości ponownego poślubienia tej samej kobiety przez mężczyznę, któremu wcześniej była poślubiona a który się z nią rozwiódł i takiego powtórnego małżeństwa zabrania. Bezpośrednio tekst ten nie mówi o dopuszczalności lub nie rozwodu. Pośrednio jednak dopuszcza się w nim możliwość unieważnienia małżeństwa, co skrzętnie odnotowują ci, którzy prowadzą dyskusję z Jezusem.
Warto pamiętać, że w narodzie izraelskim koncepcja małżeństwa i jego nierozerwalności podlegała na przestrzeni wieków stopniowej ewolucji. W początkowych okresach historii Izraela, dopuszczana była poligamia i nie istniała żadna forma kontraktu małżeńskiego – zerwanie związku małżeńskiego było łatwe i częste. Wraz z rozwojem administracji państwowej w okresie monarchii, także małżeństwo nabierało coraz większej formalności prawnej. Coraz powszechniejsze stawały się kontrakty małżeńskie (Tb 7,12-14) i w rezultacie coraz powszechniejsza i popularniejsza stawała się monogamia. Coraz mocniejsze także są wystąpienia proroków przeciwko praktyce rozwodów (por. Ml 2,13-16).
W czasach współczesnych Jezusowi istniały zróżnicowane postawy wobec nierozerwalności małżeństwa. We wspólnocie z Qumran zabraniano poligamii, zabraniano kazirodztwa lecz nie zakazywano (przynajmniej bezpośrednio) rozwodów. Prawo ogólnie obowiązujące w Izraelu nakazywało kamienować kobiety przyłapane na cudzołóstwie (Kpł 18,20; 20,10; Pwt 22,20-21; J 8,3-5). W odniesieniu natomiast do mężczyzn, powszechnie interpretowano na ich korzyść tekst Pwt 24,1-4 zezwalając im na oddalenie żony poprzez wręczenie jej listu rozwodowego, jeśli by „znalazł u żony coś odrażającego” . Choć różnie pojmowano, co było na tyle odrażające, by pozwalało rozwieść się z żoną. Istniały w tym względzie dwie, przeciwstawne wykładnie prawa. Z jednej strony rabbi Szammaj uznawał, że określenie to dotyczyło dziedziny seksualnej i możliwość rozwodu dopuszczalna jest w wypadku stwierdzonej niewierności kobiety (według tej wykładni prawa chciał postąpić, na przykład, Józef wobec Maryi – Mt 1,19). Rabbi Hillel natomiast uważał, że jakakolwiek niedoskonałość – nawet coś tak błahego, jak niedosolony posiłek– mogło być podstawą do wręczenia małżonce listu rozwodowego.
W tekście Mateusza Jezus skonfrontowany został z nauczaniem rabbi Hillela – na co odpowiedział całkowitym odrzuceniem możliwości rozwodu. Odwołał się On do Księgi Rodzaju przypominając oryginalną komplementarność i związaną z nią nierozerwalność związku pomiędzy mężczyzną i kobietą: „Na początku Stwórca stworzył ich mężczyzną i kobietą”, by „stali się dwoje jednym ciałem”. Jezus nie czyni różnicy pomiędzy mężczyzną i kobietą – przypomina, że oboje oni są dla siebie stworzeni, by złączyć się w jednym nierozerwalnym związku. Zapytany zaś o „przywilej rozwodowy” z Pwt 24,1-4 odpowiada krótkim i jednoznacznym „na początku tak nie było”.
Ostatnie zdanie Jezusa jest podsumowaniem-przestrogą: „Jeśli ktoś porzuca żonę i żeni się z inną, popełnia cudzołóstwo”. Jeśli jednak porównamy tę konkluzję Jezusa w wersji Mateusza, z tekstami Marka (10,11) i u Łukasza (16,18) zauważymy, że Mateusz poprzedza to podsumowanie klauzulą „oprócz wypadku nierządu”. Niektórzy interpretują to jako pewien wyjątek dopuszczający możliwość rozwodu. Fakt nieobecności tej klauzuli u innych ewangelistów wskazuje jednak nie na pominięcie przez innych ewangelistów słów Jezusa, lecz raczej na dodanie przez Mateusza glosy odpowiadającej na pewien konkretny problem istniejący w jego wspólnocie.
Starając się zrozumieć sens tej klauzuli, należy zrozumieć przede wszystkim, co kryje się pod słowem „nierząd” (gr. porneia). Niektórzy uważają, że chodzi tu o nierząd w odniesieniu do małżeństwa, czyli o cudzołóstwo, w wypadku którego rozwód byłby dopuszczalny. Tak na przykład tekst ten jest interpretowany w kościołach ewangelickich i w kościołach wschodnich. Jednak na cudzołóstwo, jak widać w następnym zdaniu, używa się innego określenia - moicheia.
Pisma rabinów wskazują jednak, że określenie „nierząd” (gr. porneia) należy rozumieć jako odpowiednik hebrajskiego określenia zenût – „prostytucja”. Rabini używają tego słowa na określenie wszelkich związków określanych jako „nieczyste” ze względu na bliskie pokrewieństwo (Kpł 18), co wyklucza małżeństwo. Należy więc rozumieć, że Mateusz nie tyle koryguje słowa Jezusa i dopuszcza możliwość rozwodu, co stwierdza, że w świetle nauczania Jezusa, niektóre małżeństwa spotykane w jego otoczeniu są „nieczyste” i przez to niedopuszczalne.
Wśród pogan dopuszczalne były małżeństwa pomiędzy bliskimi krewnymi. Żydzi tolerowali tego typu związki gdy ci poganie przechodzili na judaizm. Mateusz, obawiając się wstępowania do wspólnoty chrześcijańskiej prozelitów żyjących w tego typu związkach, przestrzega, że w świetle nauczania Jezusa tego typu związki są niedopuszczalne i należałoby je zerwać. Jest to więc nie tyle ogólne przyzwolenie na rozwody, co wskazówka jak rozwiązać problematyczną sytuację istniejącą w I w. we wspólnocie Mateusza w odniesieniu do pogan.

Odnaleźć się w Bożej miłości.
Zamiast stwierdzać negatywnie, że nie ma w nauczaniu Jezusa pozwolenia na zerwanie związku małżeńskiego zawartego wobec Boga, powiedzmy pozytywnie, że Chrystus zachęca nas byśmy wszyscy, a małżonkowie szczególnie miłowali się wzajemnie tak, jak On nas umiłował (1 15,1-17). Im głębsze będzie nasze doświadczenie miłości Boga w stosunku do nas, tym głębsza miłością będziemy się darzyć wzajemnie wybaczając sobie największe przykrości i lecząc najgłębsze nawet rany.

01 lutego 2013

Biblijny album rodzinny


Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. Wielka jest to tajemnica, a ja odnoszę ją do Chrystusa i Kościoła(Ef 5,31-32).


Często w kursach biblijnych mówiąc o tym, czym jest Biblia, używa się porównania do albumu zdjęć rodzinnych – podobnie jak przewracając kartki albumu rodzinnego wyłaniają się z niego postaci znanych nam lub mniej znanych członków rodziny, tak też jest i w przypadku Biblii – z poszczególnych jej stron wyłaniają się postaci ludzi należących do naszej wielkiej rodziny, rodziny Bożej. Rodzinny charakter Biblii nie wynika jednak tylko z jej podobieństwa do albumu rodzinnego, lecz przede wszystkim z tego, że znajdujemy w niej samej wiele obrazów, scen i zachowań – pozytywnych i negatywnych – wyjętych z codziennego życia różnych rodzin na przestrzeni całej historii biblijnej. Biblia jest jednym z zasadniczych i nieodzownych punktów odniesienia, swego rodzaju zwierciadłem, dla współczesnych rodzin, niezależnie od tego w jakim kontekście kulturowym czy społecznym żyją.
Podejmując temat rodziny w ujęciu biblijnym nie możemy zapomnieć o ogromnym przedziale czasowym dzielącym nas od realiów opisywanych w Biblii. Ze względu na tę różnicę czasowo-kulturową, powinniśmy nie tyle szukać w Biblii modeli do naśladowania, gdyż te są zdeterminowane historycznie i kulturowo, co obserwować schematy zachowań i postaw ludzkich, które są ponadczasowe i uniwersalne. Przede wszystkim jednak jest dla nas Biblia bezcennym źródłem informacji o wartościach i zasadach, zasadniczych i ponadczasowych, odkrytych i potwierdzonych przez życie i wiarę, jako pochodzące od Boga samego.

Abraham zrodził Izaaka, Izaak zrodził Jakuba...
Dość często zdarza się, że współczesny lektor Biblii, szczególnie ten żyjący w Europie czy w którymś z krajów należących do kręgu kulturowego tzw. „cywilizacji zachodniej” – cechującej się rozwiniętym egalitaryzmem i wysokim stopniem emancypacji kobiet – zarzuca tekstom biblijnym „przeakcentowany patriarchalizm”, którego przykładem może być genealogia Jezusa Chrystusa zamieszczona na początku ewangelii Mateusza. Mówi się w niej dosłownie, że „Abraham zrodził Izaaka. A Izaak zrodził Jakuba. A Jakub zrodził Judę i braci jego...” (Mt 1,2)1, jakby to mężczyźni byli tymi, którzy rodzą dzieci (i to tylko synów!), kobiety natomiast są tu prawie nieobecne – wymienionych jest ich zaledwie pięć w tej obejmującej ponad piętnaście wieków genealogii.

Na obraz Boga, dawcy życia
Uwzględniając jednak patriarchalną mentalność autorów biblijnych, wynikającą z ich uwarunkowań historyczno-kulturowych, odkrywamy w przekazie biblijnym, że główną troską ludzi i bezpośrednio z nią powiązanym, głównym celem łączenia się ludzi w pary – zakładania rodzin – jest dawanie życia. Wyrażone to jest już na pierwszych stronach Biblii w słowach Boga skierowanych do pierwszej pary ludzkiej: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi (Rdz 1,28). I to jest pierwsza i zasadnicza wartość w odniesieniu do rodziny, jaką znajdujemy na stronicach Biblii.
Troska o życie, o potomstwo, przewija się we wszystkich historiach rodzinnych Starego Testamentu: w oczekiwaniach i poszukiwaniach Abrahama i Sary, w rywalizacji Sary i jej niewolnicy Hagar, w historii Izaaka, Rebeki i ich synów czy też w historii Judy i Tamar. Wszystkie te historie rodzinne łączy troska o potomstwo. Relacje międzyludzkie, życie rodzinne nabierają sensu jeśli służą dawaniu życia i zapewnieniu mu bezpieczeństwa.
Troska o życie i o jego zabezpieczenie materialne znajduje także wyraz w prawach obowiązujących w Izraelu. Praw takich jak prawo roku szabatowego obchodzonego co 7 lat i roku jubileuszowego obchodzonego co 50 lat nie znajdziemy w prawodawstwie żadnego z narodów ościennych Izraela. Zasadniczym ich celem było anulowanie długów, wyzwolenie z niewoli (przeważnie za długi) oraz przywrócenie oryginalnej własności ziemi, celem zapewnienia każdej rodzinie godnych warunków do życia. Podobnie jak i prawa lewiratu, które w sytuacji gdy umierał mężczyzna nie pozostawiwszy po sobie potomstwa nakazywało jego najbliższemu krewnemu poślubienie wdowy po zmarłym celem zapewnienia dziedzica (męskiego – takie były czasy) ziemi należącej do rodziny (por. Rt 4).

W biblijnym zwierciadle
Zbyt obszerna jest problematyka rodzinna w Biblii, by móc ja zamknąć w krótkim rozważaniu. W przyszłym miesiącu przyjrzymy się nauczaniu Jezusa i życiu pierwotnego Kościoła, by szukać światła na naszą drogę życia w rodzinnym gronie. Już teraz jednak wydaje się bezspornym fakt, że warto sięgać często do Biblii, i najlepiej sięgać do niej w rodzinnym gronie, gdyż znajdziemy w niej wiele elementów i wartości pomocnych w budowaniu i umacnianiu więzów rodzinnych i określaniu horyzontu naszej życiowej wędrówki.

1Cytuję z tłumaczenia Biblii według Jakuba Wujka (Warszawa, 1928)


01 stycznia 2013

W sieci Boga


Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem. Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę i tam będę pogrzebana. Niech mi Pan to uczyni i tamto dorzuci, jeśli coś innego niż śmierć oddzieli mnie od ciebie!(Rt 1,16-17).


W krótkim czasie, w przeciągu zaledwie kilkunastu lat, przeżyliśmy prawdziwą rewolucję komunikacyjną, która nadal trwa i ciągle otwiera przed nami nowe możliwości. Większość z nas ma mniej lub bardziej „wypasiony” – jak mówią młodzi – telefon komórkowy i nawet moja ponad osiemdziesięcioletnia babcia już się tak nie dziwi, jak może sobie siedząc wygodnie przy stole porozmawiać z wnukiem i widzieć na ekranie tabletu jak prawnuk harcuje sobie gdzieś tam w dalekim Orleanie, który w jednej chwili stał się tak bliski, na wyciągnięcie ręki...
Wszystko to jednak jest możliwe pod jednym warunkiem – telefon musi „mieć zasięg”, musi być w łączności z siecią. Gdy jest poza zasięgiem, gdy traci łączność z siecią, staje się bezużytecznym gadżetem, na którym można sobie pograć, coś poczytać, dopóki nie wyczerpią się jego zasoby, dopóki się nam nie znudzi. Komórka nie jest samowystarczalna, potrzebuje zasięgu. Tylko mając zasięg, będąc w sieci, w łączności z operatorem, a przez niego z całym zasobem sieci, może w pełni funkcjonować, można w pełni korzystać z wszystkich jej możliwości.

W zasięgu Boga
To nasze codzienne doświadczenie komunikacyjne może nam posłużyć jako parabola – porównanie – dla głębszego zrozumienia naszych relacji z innymi i z Bogiem, albo mówiąc lepiej, naszych relacji z innymi w Bogu. Z innymi ludźmi, tymi żyjącymi wokół nas jak i tymi, którzy są dalej, tworzymy sieć relacji. Ale bardzo ważne jest jaka jest to sieć – czy jest to sieć zależności i wykorzystywania, czy jest to sieć obojętnej wymiany informacji i usług, czy też sieć wzajemnego ubogacania i budowania. Trzeba sobie uświadomić w jakim celu i w oparciu o jakie wartości tworzymy nasze relacje z ludźmi. Używając naszego porównania komunikacyjnego możemy powiedzieć, że ważne jest to, w zasięgu jakiego operatora budujemy naszą sieć, w jakiej sieci działamy.
Źródłem tych refleksji była dla mnie ponowna lektura starotestamentalnej księgi Rut. Bardzo oryginalna jest to księga, nazywana językiem współczesnej biblistyki „nowelą dydaktyczną”. Całą jej treść stanowi historia jednej rodziny i jej powikłanych losów. Choć w żadnym momencie nie ma w tej księdze bezpośredniej wzmianki o Bogu, czy Jego interwencji, to wyraźnie odczuwalna jest Jego obecność. Można powiedzieć, że Bóg, choć niewidoczny, działa w ludziach i przez ludzi, których losy są w tej księdze opisane. Są oni... w zasięgu Boga. Cały ten pozytywny i pogodny klimat księgi Rut, dobrzy ludzie w niej opisani, ich działanie pełne troski i dobroci, pozytywne zakończenie i całe przesłanie tej króciutkiej ale jakże pięknej księgi przepełnione są Bożą obecnością, pozwalają nam jej dotknąć i doświadczyć.

Wierność, życzliwość, tradycja i otwartość
Nie zamierzam tutaj streszczać księgi Rut, by zachęcić w ten sposób do jej ponownej (lub pierwszej) lektury. Pragnę jednak uwydatnić i podkreślić pewne elementy, które pomogą nam w głębszym zrozumieniu jej treści i przesłania.
Niezmiernie ważny jest kontekst powstania tej księgi. Choć historia w niej opisana sięga czasu sędziów (przełom XII i XI wieku przed Chrystusem) to sama księga powstała sześć wieków później, w czasach odbudowy Izraela po wygnaniu Babilońskim (była o nich mowa w naszej listopadowej refleksji nad księ Izajasza). Przypuszcza się nawet, że bezpośrednim powodem powstania księgi Rut, był nakaz wydalenia z Izraela kobiet poślubionych w Babilonii wydani przez Ezdrasza (por. Ezd 10,1-17).
Warto zwrócić uwagę na postaci kobiece występujące w księdze Rut i na ich imiona. Noemi, której imię znaczy „moja radość”, po swych bolesnych doświadczeniach (opisanych na początku księgi) karze się nazywać Mara (lub Mari), czyli „moja gorycz” i Rut, czyli „przyjaciółka”. Rut jest Moabitką, czyli cudzoziemką, wyznawczynią innej religii. Jednak powodowana miłością do swej teściowej i wierna więzom rodzinnym przyjętym w małżeństwie, podejmuje decyzję towarzyszenia swej teściowej w jej powrocie do kraju przodków, do ziemi Izraela. Decyzję tę wyraziła w pięknych słowach przysięgi cytowanych we wstępie jako motto.
Booz, którego imię znaczy „w Nim moc” (por. 1 Krl 7,21), to nie tylko dobry człowiek, który dba o biednych, szanuje godność Rut i troszczy się o krewnych lecz także zna i szanuje tradycje ojców i według nich postępuje.

Wzmocnić zasięg
Ponowna lektura księgi Rut na pewno dostarczy nam przeżyć estetycznych – bo to piękna historia i pięknie napisana – lecz niewątpliwie pobudzi nas także do pozytywnej refleksji. Rodzinna historia Rut, Noemi i Booza, historia ich wzajemnych relacji zanurzonych w relacji z Bogiem, może zachęcić nas do spojrzenia na naszą rodzinę i na nasze relacje z bliskimi, z dalszymi i z Bogiem. Tak jak wejście na górkę pozwala nam „chwycić zasięg” komórki, tak lektura księgi Rut pomoże nam na pewno pogłębić zasięg – zasięg w sieci Boga. Tego wszystkim i sobie na ten Nowy Rok życzę!


01 grudnia 2012

Być solą ziemi - Słowo wiary


Jak mają wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jak mają uwierzyć w Tego, którego nie usłyszeli? Jak mają usłyszeć bez tego, który by zwiastował? Jak zaś mieli zwiastować, jeśli by nie zostali posłani? Wiara przecież rodzi się ze słuchania, ze słuchania Słowa Chrystusa(Rz 10,14-15.17).


Dwa wydarzenia kształtują rozpoczynający się Adwent i rozpoczynający się wraz z nim nowy rok liturgiczny: zainaugurowany 11 października przez Papieża Benedykta XVI Rok Wiary oraz nowy rok duszpasterski, który z inspiracji Konferencji Episkopatu Polski przeżywać będziemy od hasłem „Bądźmy solą ziemi”.

Wiara ze słuchania
Święty Paweł wielokrotnie podkreśla w swoich listach, że wiara rodzi się ze słuchania – ze słuchania Słowa Chrystusa. Dosłownie mamy to wyrażone we fragmencie jego listu do Rzymian cytowanym w nagłówku tego artykułu – bramą do wiary, początkiem relacji z Bogiem jest usłyszenie dobrej nowiny o Bogu od tych, którzy Boga poznali i żyją we wspólnocie z Bogiem. Papież Benedykt XVI w posynodalnej Adhortacji Verbum Domini napisał: „Nowość Objawienia biblijnego polega na tym, że Bóg daje się poznać w dialogu, który pragnie prowadzić z nami. Mówi o tym Konstytucja dogmatyczna Dei verbum, stwierdzając, że niewidzialny Bóg «w swojej wielkiej miłości przemawia do ludzi jak do przyjaciół (...) i przestaje z nimi (...), aby zaprosić i przyjąć ich do wspólnoty z sobą»” (VD 6). Ten dialog z człowiekiem Bóg prowadzi przez drugiego człowieka, przez wspólnotę ludzi wierzących. Dlatego to święty Paweł powie o sobie: „Chrystus nie posłał mnie, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię” (1 Kor 1,17). Natomiast w pierwszym liście świętego Jana podkreśla się rolę świadectwa w przekazywaniu wiary: „To, co było od początku, co usłyszeliśmy, co widzieliśmy na własne oczy, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, a co dotyczy Słowa Życia – bo Życie zostało objawione i widzieliśmy Je, i świadczymy o Nim, i głosimy wam Życie wieczne, które było zwrócone ku Ojcu, a nam zostało objawione – to, co widzieliśmy i usłyszeliśmy, głosimy również wam, abyście i wy trwali we wspólnocie z nami. My zaś trwamy we wspólnocie z Ojcem i Jego Synem, Jezusem Chrystusem” (1 J 1,1-3).
Skoro więc wiara rodzi się ze słuchania Słowo Pana a umacnia się przez utrzymywanie i pogłębianie dialogu z Bogiem przez wsłuchiwanie się w Słowo Pana i odpowiadanie mu naszym życiem, najwłaściwszą postawą w tym rozpoczętym niedawno Roku Wiary jest otwarcie się na Słowo Pana, prowadzenie dialogu z Bogiem, który przemawia do nas przez otaczającą nas rzeczywistość – liber naturae, księgę życia, przez Pismo Święte i przez żywą tradycję wspólnoty Kościoła (por. VD 7). Jest to postawa wyrażona słowami młodego Samuela: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3,10).

Rozniecać ogień wiary
Opatrznościowo w dynamikę Roku Wiary ogłoszonego przez Ojca Świętego wpisuje się tematyka nowego roku duszpasterskiego proponowana przez naszych biskupów. Po wezwaniu do pogłębiania komunii z Bogiem” w roku 2011 i umacniania wspólnoty Kościoła w roku 2012, w tym nowym roku biskupi przypominają nam, że mamy „Być solą ziemi”, czyli wychodzić poza nasze wspólnoty świadcząc o wartościach, którymi żyjemy, dawać świadectwo wiary i głosić Dobrą Nowinę tym, do których ona jeszcze nie dotarła. Według wskazówek naszych biskupów celem działalności duszpasterskiej w tym roku ma być rozbudzanie ducha apostolskiego wiernych świeckich, formowanie wiernych zdolnych do czynnego zaangażowania się w przemianę świata i uwrażliwianie na najbardziej potrzebujących”.
Mottem tego programu duszpasterskiego są słowa Pana Jezusa z ewangelii Mateusza: „Wy jesteście solą ziemi. Jeżeli sól utraci swoją moc, to jak można przywrócić jej smak? Nie nadaje się już do niczego, zostanie więc wyrzucona i podeptana przez ludzi” (Mt 5,13).
Warto dodać, że najnowsze owoce badań archeologii i antropologii biblijnej pomagają nam lepiej zrozumieć znaczenie tych słów Jezusa. Okazuje się bowiem, że przeciętnemu Palestyńczykowi z I wieku sól bardziej niż z jedzeniem kojarzyła się z... piecem! Jak wiemy, do palenia nie używano wtedy węgla lecz wysuszonych zwierzęcych odchodów. Zadaniem dzieci, głównie dziewcząt, było zbieranie tych odchodów, posypywanie solą – by się potem lepiej paliły –, suszenie i magazynowanie, by potem spalać je w piecu. W samym zaś piecu, który zrobiony był z gliny, czyli z ziemi, na dnie paleniska umieszczano blok soli, na którym potem spalano te wysuszone odchody. Blok soli, a raczej wydzielający się z niej pod wpływem ognia gaz, ułatwiał spalanie i wzmacniał siłę ognia. Gdy ta sól się wyjałowiła i już nie służyła jako palenisko, używano jej do utwardzania dróg – wyrzucano ją i deptali o niej ludzie.
W świetle tego wszystkiego, wspólnota chrześcijańska, która chce być solą ziemi, to taka wspólnota, która sprawia, że Boży ogień, ogień wary, nadziei i miłości mocno płonie w świecie. Jeśli tego nie czyni, nadaje się jedynie na podeptanie. Oto nasze wyzwanie na nadchodzący rok i na całe nasze życie.


01 listopada 2012

Izajasz zamilkł, Bóg mówi nadal...


Oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą. Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę(Iz 65,17-18).


W lipcowym numerze „Misjonarza” przybliżyliśmy postać proroka Izajasza i zapoznaliśmy się z pierwszą częścią jego dzieła. Przypomnieliśmy już wtedy, że na księgę Izajasza składają się tradycje związane z nauczaniem proroka Izajasza – od którego księga bierze nazwę – oraz jego uczniów, od roku 740 przed narodzeniem Chrystusa, kiedy to rozpoczął Izajasz swoją misję, aż do roku 400 przed Chrystusem, na który datuje się ostateczną redakcję księgi.
Powracamy raz jeszcze do tego dzieła, by przyjrzeć się bliżej jego ostatniej części – rozdziałom od 56 do 66 – zredagowanym jakieś 200 lat po śmierci Izajasza przez grupę proroków wsłuchanych w głos Boga i zafascynowanych postacią Izajasza. Wcześniej podobnej redakcji dokona inny anonimowy prorok, zwany drugim Izajaszem, który w czasie zesłania Babilońskiego napisał teksty zawarte dzisiaj w rozdziałach 40-55 tej samej księgi nazywanych potocznie „Księgą pocieszenia”.

Czas odbudowy
Zesłanie babilońskie było dla narodu Izraelskiego doświadczeniem bardzo bolesnym. W jednej chwili znaleźli się na obcej ziemi, pozbawieni wszystkiego, co ich utożsamiało jako lud Boży: bez ziemi, bez świątyni i bez króla – namacalnych znaków przymierza z Bogiem. Zesłanie trwało prawie 50 lat, czyli całe jedno pokolenie. W roku 538 król perski Cyrus przywrócił wolność Żydom, których zastał na terenie pokonanej przez niego Babilonii. Oficjalnym dekretem pozwolił im powrócić na ziemie przodków i nakazał swoim poddanym, by wsparli ich w dziele odbudowy Jerozolimy (Ezd 1,2-4). Takie były początki nowego etapu w historii Izraela: odbudowy.
Bolesne doświadczenie zesłania zapoczątkowało intensywną i bogatą refleksję teologiczną, która przenikała i determinowała w pewnym sensie ten okres odbudowy tożsamości i państwowości narodu Izraelskiego. Starano się wytłumaczyć teologicznie przyczyny nieszczęścia jakim było zesłanie. Diagnoza, która była owocem tej refleksji była jasna i kategoryczna: „Bóg nas ukarał, gdyż porzuciliśmy Jego Prawo” (por. Ba 1,15-3,8). Ta diagnoza miała później decydujący wpływ na wybór jednego spośród rożnych proponowanych projektów odbudowy tożsamości narodowej i instytucji państwowych. Zasadniczo te różne projekty sprowadzały się do trzech:
  • propozycja Zorobabela i Jozuego (por. Ezd 3,1-13) skoncentrowana na odbudowie struktur zewnętrznych: murów, świątyni i instytucji państwowych
  • propozycja Ezdrasza (por. Ezd 9,1-2; 10,2-4; Ne 13,23-27) dążąca do odzyskania czystości rasy i rodzimych tradycji kulturowych
  • propozycja profetyczna, zwana też propozycją Trzeciego Izajasza (por. Iz 56-66) odróżniająca się od dwóch poprzednich swoją oryginalnością i, przede wszystkim, uniwersalnością.
Jerozolima, „światło narodów”
W celu obudzenia nadziei i entuzjazmu w narodzie, prorocy wzywają do odnowienia praktyki Roku Jubileuszowego. Czynią to w tekście, do którego odwoła się Jezus na początku swojej działalności publicznej: Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, i dzień pomsty naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, by rozweselić płaczących na Syjonie, aby im wieniec dać zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu (Iz 61,1-3).
W swoim przesłaniu do narodu w tym czasie odbudowy prorocy podkreślali, że Bóg swemu ludowi możliwość odnowy i powrotu do Przymierza. Dlaczego? – dlatego, że nadal darzy go miłością: Zawrzałem gniewem z powodu jego występnej chciwości, ukrywszy się w moim gniewie cios mu zadałem; on jednak szedł zbuntowany drogą swego serca, a drogi jego widziałem. Ale Ja go uleczę i pocieszę, i obdarzę pociechami jego samego i pogrążonych z nim w smutku, wywołując na wargi ich dziękczynienie: Pokój! Pokój dalekim i bliskim! - mówi Pan - Ja go uleczę (Iz 57,17-19).
Zasadniczą jednak nowością tego odnowionego Przymierza jest jego uniwersalność. Boża miłość nie kieruje się już w sposób wyłączny ku narodowi ludowi Izraela, lecz ogarnia wszystkie narody: A Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Meszek i Rosz, Tubal i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały mojej sławy ani nie widziały mojej chwały. Oni ogłoszą chwałę moją wśród narodów (Iz 66,18-19).

Trzeci Izajasz nadal aktualny
W obecnych czasach korupcji i kryzysów, odradzających się nacjonalizmów i potęgujących się konfliktów na tle rasowych i religijnym warto sięgnąć do końcowych rozdziałów Księgi Izajasza, by odkryć drogę ku jedności w różnorodności, jedności opartej na przymierzu z Bogiem i na wspólnej trosce o życie godne dla wszystkich.


01 października 2012

Prorok Ezechiel – Sędzia i lekarz pośród swego ludu


Synu człowieczy, weź sobie do serca wszystkie słowa, które wyrzekłem do ciebie, i przyjmij je do swoich uszu! Udasz się do zesłańców, do twoich rodaków i powiesz im: Tak mówi Pan Bóg, czy będą słuchać, czy też nie(Ez 3,10-11).


Życie proroków w Izraelu nierzadko pełne było goryczy i niepewności. W konsekwencji, niektórzy z nich, jak na przykład Jeremiasz, buntowali się przeciwko swojej skomplikowanej misji. Inni natomiast, do których zaliczyć możemy proroka Ezechiela, pośród powikłań codziennej egzystencji starali się odkryć przesłanie Boże. Prorok Ezechiel może być dobrym przykładem proroka, który kroczy ze swoim ludem i stara się mu towarzyszyć swoim nauczaniem.

Ezechiel i jego epoka
Król reformator Jozjasz, któremu przy wydatnej pomocy proroka Sofoniasza udało się dokonać odnowy religijnej narodu Izraelskiego, zmarł w roku 609 przed Chrystusem. Po jego śmierci nastąpił, niestety, w Izraelu proces dekadencji. Królowie już nie byli wybierani przez naród, lecz byli narzucani siłą przez mocarstwa ościenne. I tak wybrany przez lud następca Jozjasza, Joachaz został po trzech miesiącach zdetronizowany przez króla Egiptu, a na jego miejsce ustanowiony został królem Jojakim, który jednak nieudolnym rządzeniem doprowadził do najazdu kraju przez imperium babilońskie. W zamian za zobowiązanie się płacenia daniny Nabuchodonozorowi, królowi Babilonii udało mu się utrzymać na tronie. Gdy jednak przestał płacić, Nabuchodonozor zajął Jerozolimę w roku 597 przed Chrystusem, wziął w niewolę króla, dwór i wielu innych dostojników i deportował ich do Babilonii a w Jerozolimie osadził na tronie uległego sobie króla Sedecjasza. Jednak po 9 latach rządzenia Sedecjasz zbuntował się przeciwko Nabuchodonozorowi i doszło do ponownego oblężenia i zdobycia Jerozolimy w roku 587 przed Chrystusem przez wojska babilońskie. Miasto zostało złupione i spalone a wszyscy jego mieszkańcy wzięci w niewolę i wysiedleni do Babilonii. Tak zaczął się najsmutniejszy etap w historii Izraela – zesłanie babilońskie. Naród Izraelski znalazł się naraz w obcej ziemi pozbawiony tego wszystkiego, na czym opierała się jego tożsamość narodowa: bez ziemi, bez świątyni i bez króla. Zesłanie babilońskie trwało prawie 50 lat – całe jedno pokolenie.

Powołanie i misja
W tę historię narodu Izraelskiego wpisane są losy proroka Ezechiela. Niewiele mamy danych biograficznych odnośnie jego życia. Wiemy, że był synem kapłana o imieniu Buzi. Bardzo prawdopodobne jest, że on sam także był kapłanem, podobnie jak jego ojciec.
Jako młody chłopak Ezechiel podczas pierwszej deportacji w roku 597 dostał się do niewoli i znalazł się razem z innymi więźniami w Babilonii, gdzie, jak sam przyznaje, doświadczył powołania do realizacji Bożego posłania: Działo się to roku trzydziestego, dnia piątego czwartego miesiąca, gdy się znajdowałem wśród zesłańców nad rzeką Kebar. Otworzyły się niebiosa i doświadczyłem widzenia Bożego (Ez 1,1).
W działalności proroczej Ezechiela wyróżnić możemy dwa zasadnicze etapy: przed i po definitywnym zesłaniu, które miało miejsce w roku 587 przed Chrystusem. Pierwszy etap jego działalności, od momentu powołania do przybycia drugiej fali zesłańców, określić możemy jako okres oskarżania. Ezechiel dokonuje analizy przyczyn tragedii swego narodu i obarcza winą za to, co się stało, szukających jedynie swojej własnej korzyści skorumpowanych przywódców narodu: Pan skierował do mnie te słowa: «Synu człowieczy, powiedz jej: Ty jesteś ziemią, która nie została ani oczyszczona, ani obmyta w dzień burzy; której władcy, zamieszkali w jej środku, są jak lew ryczący, co rozdziera zdobycz: pożerają ludzi, zabierają bogactwa i kosztowności i mnożą wdowy wśród nich. Kapłani jej przekraczają moje prawo - bezczeszczą moje świętości. Nie rozróżniają pomiędzy tym, co święte, i tym, co świeckie, nie rozsądzają pomiędzy tym, co czyste, a tym, co nieczyste, a na szabaty zamknęli oczy, tak że wśród nich doznaje zniewagi. Przywódcy pośród niej są jak wilki rozdzierające zdobycz: rozlewają krew, zabijają ludzi, aby osiągnąć niesprawiedliwe zyski. Prorocy natomiast pokrywają ich winy tynkiem, głosząc zwodnicze zapowiedzi i rozpowiadając im kłamliwe wieszczby. Mówią oni: Tak mówi Pan Bóg, podczas gdy Pan nie mówi. Lud tej ziemi mnoży gwałt i rozbój, krzywdzi ubogiego i nędzarza, a bezprawnie uciska cudzoziemca. I szukałem wśród nich męża, który by wystawił mur i stanął w wyłomie przede Mną, by bronił tej ziemi i przeszkodził Mi w jej niszczeniu, a nie znalazłem takiego (Ez 22,23-30).
Kiedy jednak po drugiej deportacji naród Izraelski wchodzi na zesłaniu w okres głębokiego kryzysu wiary i tożsamości narodowej, Ezechiel zmienia swoje przesłanie. Dostrzegając w zdruzgotanym i rozbitym narodzie uznanie winy i otwarcie się na Boga, głosi mu przesłanie pocieszenia i nadziei. Wielu z nas czytało zapewne lub przynajmniej słyszało 37 rozdział księgi proroka Ezechiela – wizję doliny pełnej suchych kości, które ożyły dzięki Słowu Bożemu i Jego Duchowi.

Ezechiel odczytany na nowo
Ezechiel jest przykładem proroka, który potrafi odczytywać rzeczywistość, zna i rozumie sytuację ludu i potrafi swym słowem karcić, leczyć i budzić nadzieję. Jest on idealnym wzorem dla każdego, kto podejmuje się pracy z ludem czy to w wymiarze społecznym, czy religijnym.
Do jego słów zaś, pełnych Ducha i mocy, warto sięgać szczególnie w chwilach zwątpienia i bezradności, by się nie poddać, odnowić nadzieję i odkryć, że Bóg jest ponad wszystkim i jest miłosierny.