01 kwietnia 2011

Pewność w niepewności

„Pan rzekł wówczas do Mojżesza: Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko zawrócili z drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca odlanego z metalu, i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej” (Wj 32,7-8).


Historia złotego cielca opisana w Księdze Wyjścia (Wj 32,1-35) jest nie tyle historią bałwochwalstwa i niewierności narodu izraelskiego, jak potocznie się ją interpretuje, ile raczej opisem desperackiej próby Izraelitów manipulowania Bogiem i swoim przeznaczeniem.
Czytamy w tej historii, że kiedy Mojżesz wszedł na górę Synaj, by rozmawiać z Panem, i kiedy opóźniał się jego powrót, lud stracił cierpliwość i poprosił Aarona – gdyż jego właśnie wyznaczył Mojżesz na swego następcę na czas swej nieobecności (Wj 24,14) – by sporządził jakiś namacalny znak Bożej obecności: Uczyń nam boga, który by szedł przed nami, bo nie wiemy, co się stało z Mojżeszem, tym mężem, który nas wyprowadził z ziemi egipskiej (Wj 32,1). Możemy rozumieć, że naród potrzebował dowodu na obecność Boga pośród nich. Do tej pory nigdy Boga nie widzieli – oglądali tylko znaki Jego działania i mieli przy sobie Mojżesza, który był pośrednikiem pomiędzy Bogiem i ludem. Teraz zaś, od dłuższego czasu nie było ani znaków, ani Mojżesza; zaczęli więc tracić wiarę w obecność Boga. Dlatego chcieli, by im Go Aaron uobecnił. O tym, że złoty cielec nie był obrazem innego boga, lecz Boga Izraela, świadczą słowa ludu: Izraelu, oto bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej i słowa Aarona: Jutro będzie uroczystość ku czci Pana [Jahwe] (Wj 32,4-5). Mimo że cielec był dla nich obrazem Boga i że odprawiono ku Jego czci uroczystość religijną, to jednak Bóg odbiera całe to wydarzenie jako sprzeniewierzenie – grzech. Dlaczego? Dlatego, że lud, z Aaronem na czele, postąpił wbrew przykazaniu zakazującemu czynienia podobizn Boga (zob. Wj 20,1-6) i nie zaufał Jego słowu o szczególnej trosce o swój lud, i złamał swoją obietnicę wierności (zob. Wj 19,5-8). Czyniąc sobie posąg Boga, lud mógł Nim manipulować, narzucać Mu swoją wolę – cielec miał być wprawdzie niesiony przed ludem ale to Ci, którzy go nieśli, a nie Bóg Izraela, mieli wyznaczać drogę. Takim postępowaniem naród izraelski złamał zawarte wcześniej z Bogiem Przymierze, a widocznym tego znakiem jest rozbicie przez Mojżesza kamiennych tablic otrzymanych od Boga (zob. Wj 32,19).
Późniejsza skrucha ludu i wstawiennictwo Mojżesza sprawią, że Bóg podtrzyma ostatecznie Przymierze i nadal będzie towarzyszył ludowi w jego drodze do Ziemi Obiecanej (zob. Wj 32,30-35).

Zaufać Bogu
Historia złotego cielca, odległa w czasie i pozornie niewiele mająca wspólnego z nami, ukazuje nam jednak w sposób bardzo plastyczny, jak łatwo człowiek – cały naród – może ulec zwątpieniu i utracić wiarę, oraz jak wątła jest granica między autentyczną religijnością a całkowitym sprzeniewierzeniem się Bogu.
Patrząc przez pryzmat tego biblijnego tekstu na nasze doświadczenie indywidualne i wspólnotowe, z zażenowaniem uświadamiamy sobie, jak łatwo także i my w różnych sytuacjach tracimy ufność w Bożą opiekę nad nami, jak podejrzliwie odnosimy się do Boga oraz jak niesprawiedliwie często osądzamy Go za różne rzeczy, które przydarzają się nam w życiu, i to najczęściej z naszej własnej winy.
Przywołajmy chociażby zeszłoroczną katastrofę lotniczą pod Smoleńskiem, której smutną rocznicę obchodzimy w tym miesiącu. Jej ogrom i niespodziewany charakter sprawiły, że różnie ją tłumaczono, w różny sposób starano się nad nią „zapanować”. Profesor socjologii, Ewa Nalewajko, odnosząc się do różnych, czasem bardzo dziwnych postaw wobec tej tragedii, wskazuje na mechanizm psychologiczny określany jako „syndrom Titanica”: „oto okazuje się, że na każdego z nas, bez przyczyny i uprzedzenia może spaść niewyobrażalne, niczym nieusprawiedliwione nieszczęście. Przecież skoro spadło na wybrańców losu: mądrych, zamożnych, lepszych, sławnych, to tym bardziej jesteśmy zagrożeni my – zwykli zjadacze chleba. A więc trzeba uczynić wszystko, żeby temu zapobiec”1. Trzeba nad tym nieszczęściem „zapanować” (niezależnie od formalno-prawnych procedur dążących do jego wyjaśnienia): trzeba wytłumaczyć niewytłumaczalne, znaleźć winnego, dowiedzieć się, „dlaczego Bóg do tego dopuścił”... – czyli zbudować sobie „złotego cielca”, nad którym można zapanować, który nas nie zaskoczy, który będzie pod naszą kontrolą.

Nie lękajcie się
Pod koniec tego miesiąca po raz kolejny obchodzić będziemy święta Zmartwychwstania Pańskiego – nie tylko wspomnienie, ale i urzeczywistnienie zwycięstwa Boga nad złem i nad śmiercią. Wiara w realność Zmartwychwstania Chrystusa, świętowana w sposób szczególnie uroczysty w tym czasie, a także celebrowana i ożywiana w każdej Eucharystii, niech nam pomoże przezwyciężać wszelkie zwątpienie, wyzbywać się lęków, amuletów, zabezpieczeń, „złotych cielców”; niech nam pomoże zaufać szczerze i bezgranicznie Bogu, który mówi do nas po raz kolejny: miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat (J 16,33).


1 E. Nalewajko, Stan strachu w: „Tygodnik Powszechny” nr 6/2011

01 marca 2011

Stanąć w prawdzie

Dawid oburzył się bardzo na tego człowieka i powiedział do Natana: "Na życie Pana, człowiek, który tego dokonał, jest winien śmierci (...) gdyż dopuścił się czynu bez miłosierdzia". Natan oświadczył Dawidowi: Ty jesteś tym człowiekiem” (2 Sm 12,5-7).


Historia grzechu króla Dawida, opisana w Biblii w jedenastym i dwunastym rozdziale Drugiej Księgi Samuela, jest historią powszechnie znaną i można powiedzieć, że ma znaczenie uniwersalne, gdyż jest emblematycznym przykładem nadużycia władzy. Ta biblijna historia bowiem nie tyle piętnuje grzech obyczajowy króla Dawida – uwiedzenie i doprowadzenie do niewierności Batszeby, żony Uriasza jednego ze swoich wojowników – co fakt, iż uczynił to będąc królem i, co więcej, użył swej władzy i wpływów, by zamordować Uriasza i móc „legalnie” pojąć Batszebę za swą żonę. O głębokość upadku i zaślepienia Dawida świadczy fakt, iż on sam nie postrzegał swego postępowania jako moralnie nagannego.

Zgrzeszyłem wobec Pana”
By pomóc królowi wyjść z jego zaślepienia, prorok Natan przedstawił mu do rozstrzygnięcia, na pozór obojętną dla króla i w rzeczy samej fikcyjną, historię innego nadużycia. Postępowanie protagonisty tej historii opowiedzianej przez proroka Natana król oczywiście potępił jako moralnie naganne i zasługujące na najsurowszą karę. Gdy usłyszał słowa proroka Ty jesteś tym człowiekiem”, wtedy dopiero otwarły mu się oczy i dostrzegł głębię swego zaślepienia i tragizm swego postępowania. Konfrontując go z samym sobą Natan pomógł Dawidowi stanąć w prawdzie wobec samego siebie. Dopiero stając w prawdzie wobec siebie mógł wyznać ogrom swego grzechu i szczerze za niego żałować.

Kto z was jest bez grzechu”...
Podobne przesłanie ma historia jawnogrzesznicy przyprowadzonej przez faryzeuszy i uczonych w Piśmie do Jezusa by ja osądził, którą znajdujemy w Ewangelii według świętego Jana (J 8,1-11). Jak wiemy, Jezus nie dał się wciągnąć w zastawioną na Niego pułapkę – ani tej kobiety potępił anie nie uniewinnił – lecz zajął się reedukacją oskarżycieli. Jak mówi ewangelista, „nachyliwszy się pisał palcem po ziemi” (J 8,6.8). Ten gest Jezusa nawiązywał do słów proroka Jeremiasza: „Nadziejo Izraela, Panie! Wszyscy, którzy Cię opuszczają, będą zawstydzeni. Ci, którzy oddalają się od Ciebie, będą zapisani na ziemi, bo opuścili źródło żywej wody, Pana” (Jr 17,13). W ten sposób Jezus kwestionował tych, którzy wydawali wyrok na tę kobietę i, jednocześnie, czyhali na życie Jego samego – Mesjasza Bożego. Gest nawiązujący do słów proroka Jeremiasza dopełniony jest słowami Jezusa: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8,7). Słowa te formalnie nie osądzają rozmówców Jezusa, lecz odwołują się do ich sumienia. Jezus podkreśla powszechność grzechu panującego w świecie i stawia wszystkich, także tych „obrońców wiary i moralności”, w obliczu miłosiernego Boga, jedynego sprawiedliwego – Biblia mówi: „nikt nie jest sprawiedliwy w obliczu Boga” (por. Ps 14,1-3; 53,2-4; Rz 3,9-12.23). Powrót Jezusa do pisania palcem na ziemi ma efekt prawie natychmiastowy – powoli, jeden po drugim, oskarżyciele się wycofują. Niektóre manuskrypty dodają , że wycofywali się oni „osądzeni przez swe sumienie”.

Idź, a od tej chwili już nie grzesz!
Zaciekłość z jaką faryzeusze i uczeni w Piśmie atakowali pochwyconą na grzechu kobietę oraz ich nienawiść wobec Jezusa odsłaniają mechanizm jaki często funkcjonuje w relacjach międzyludzkich – dowartościowywanie siebie kosztem innych. Wytykając wady innych, wyolbrzymiając je czy też nawet je wymyślając, człowiek doznaje satysfakcji bycia „innym” – lepszym, sprawiedliwszym, uczciwszym... Bardzo często i na różnych płaszczyznach – także pośród ludzi wierzących – spotykamy się z różnymi formami, nieraz bardzo brutalnymi, wytykania błędów i słabości innych. Atakuje się ludzi za ich błędy z przeszłości, za ich odmienne zachowanie, za ich poglądy, za ich wyznanie, za to co zrobili lub za to czego się nie zrobili „a powinni byli”... Nierzadko sam powód do krytykowania nie jest tyle ważny, co sama krytyka, która daje poczucie ulgi i wyższości temu, który jej dokonuje.
Jednak słowa Jezusa „Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień” brutalnie przywołują do rzeczywistości, rozbrajają ten zabójczy mechanizm dowartościowywania się kosztem innych. Jezus uświadamia nam, ze nikt nie jest doskonały, że każdy z nas jest słaby. Jednocześnie jednak to, czego doświadczyła w spotkaniu z Jezusem grzeszna kobieta – która uznała swoją grzeszność i nie uciekła jak jej oskarżyciele – uświadamia nam, że w Bogu, w Jego miłosiernej i uzdrawiającej miłości, możemy doznać uzdrowienia i wyzwolenia z naszych grzechów. Zamiast więc wzajemnie się zwalczać i poniżać, lepiej by było wzajemnie sobie pomagać w drodze do tej uzdrawiającej miłości Boga.
My chrześcijanie, którzy podczas sprawowania Sakramentu Pojednania słyszymy „i ja odpuszczam tobie grzechy”, doświadczając w ten sposób uzdrawiającej miłości Boga, powinniśmy być pierwszymi, którzy tę miłość niosą innym. Powinniśmy być pierwszymi, którzy z miłością, otwartością i dobrym słowem – a nie agresją i zacietrzewieniem – przyjmują najsłabszych czy najzatwardzialszych grzeszników. Warto wziąć sobie do serca słowa Jezusa: „Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień” i nieść innym Jego słowa: „I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!”.

01 lutego 2011

Patrzeć, słuchać, poznawać...

Czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą (Jon 4,2).


Znowu w tym roku mamy „długi karnawał”. Jeśli nawet tradycyjnie przedłużymy czas Bożego Narodzenia aż do święta Matki Bożej Gromnicznej, czyli Ofiarowania Pańskiego, to i tak do Środy Popielcowej, która w tym roku przypada dopiero 9 marca, pozostaje nam ponad miesiąc. Pięć tygodni lub całe dwa miesiące – jeśli liczyć od niedzieli Chrztu Pańskiego – okresu zwykłego, zwyczajnej codzienności. Codzienności, w której trudniej jest zachować świeżość i entuzjazm, w której trzeba uważać, by nie popaść w rutynę i monotonię. Wbrew jednak dość powszechnemu przekonaniu, że ta zwykła codzienność jest czasem pustym i bezwartościowym, jest ona tym najgłębszym, podstawowym wymiarem naszego życia, w którym dotykamy istoty i sensu naszej egzystencji, w której także się urzeczywistnia i weryfikuje nasza relacja z Bogiem. Wybitny teolog katolicki, niemiecki jezuita Karl Rahner, w swoim rozważaniu o modlitwie w codzienności napisał: „Nie możemy umknąć codzienności, gdyż zabieramy ją ze sobą, gdziekolwiek byśmy szli, jest bowiem nami – naszym codziennym sercem, gnuśnym duchem, małą miłością, która czyni lichym i zwykłym nawet to, co jest wielkie. I dlatego nasza droga prowadzić musi poprzez samą codzienność, poprzez jej obowiązki i niedole”. To w codzienności właśnie dokonuje się, pogłębia i weryfikuje nasza relacja z Bogiem, nasze kroczenie z Jezusem.

Uczniowie niepojętni
Od poniedziałku po Chrzcie Pańskim, kiedy to rozpoczął się ten nasz okres zwykły, dzień po dniu, z wyłączeniem niedziel, czytamy w liturgii mszalnej Ewangelię według świętego Marka. Towarzyszyć nam ona będzie aż do Środy Popielcowej.
Jednym z głównych wątków, które ewangelista Marek uwydatnił w swoim dziele, jest temat kroczenia za Chrystusem – bycia Jego uczniem. Pierwszą sceną, którą umieszcza Marek na początku swego dzieła, zaraz po opisie Chrztu Jezusa, jest scena powołania pierwszych uczniów – od niej też rozpoczęliśmy naszą liturgiczną lekturę tej Ewangelii. W kluczowych fragmentach ewangelii Markowej jest zawsze wzmianka o uczniach Jezusa i jest to niestety zawsze wzmianka dla nich niekorzystna. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, iż według Marka, uczniowie Jezusa byli największą Jego porażką – niczego się od niego nie nauczyli. Począwszy od samego Piotra, który, mniej więcej w połowie ewangelii, słyszy ostre słowa Jezusa: „Idź za mną, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie!” (Mk 8,33), a skończywszy na całej grupie, o której się mówi na końcu Ewangelii, że nie byli w stanie uwierzyć w Zmartwychwstanie (por. Mk 16,8.11.13). Bardziej polegali oni na swoich odczuciach i doznaniach niż na słowach samego Chrystusa. Nie dziwi więc fakt, że Jezus, ukazując im się ponownie, „wypominał im brak wiary i upór, ponieważ nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego” (Mk 16,14).

Prorok nieprzejednany
Mamy tez w Starym Testamencie księgę – prawdziwą perełkę! – opisującą zmagania Boga z człowiekiem, który, zamiast Boga poznawać, zamiast się od Niego uczyć, chciał Go... pouczać i poprawiać! Chodzi oczywiście o historię proroka Jonasza. Poznajemy tego proroka, czyli „męża Bożego”, w momencie, gdy otrzymuje od Boga polecenie, by udać się na północ, do wielkiego miasta Niniwy i wzywać jego mieszkańców do nawrócenia. Czytając dalej tę historię, dowiadujemy się, że Jonasz zamiast na północ, do Niniwy, udaje się na południe, do Tarszisz – najzwyczajniej w świece ucieka od swojej misji, udając się w zupełnie odwrotnym kierunku. Pod koniec tej historii, kiedy to Bóg sprawia, że Jonasz wypełnia ostatecznie swoją misję i sprawia, że niniwici się nawracają i zostają ocaleni – po drodze mamy emocjonujący opis burzy na morzu, Jonasza za burtą i cudowne ocalenie we wnętrzu ryby – Jonasz wyjawia motyw swojej ucieczki: on nie chciał, by niniwici zostali ocaleni, wręcz pragnął ich zagłady i dlatego nie chciał wypełnić swej misji: wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą”, „dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz(Jon 4,2). – według Jonasza Bóg popełnił błąd ocalając grzesznych niniwitów, i nie waha się Mu o tym powiedzieć. Ostatecznie dochodzi do tego, że Bóg musi się zająć edukacją Jonasza. I ta edukacja odbywa się w... zwyczajnej codzienności życia pustynnego: wyrasta krzew, który daje cień i wytchnienie, usycha krzew podgryziony przez robaczka, i jest morał za całej tej historii: „Tobie żal krzewu, którego nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, który w nocy wyrósł i w nocy zginął. A czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?” (Jon 4,10-11).

Nie wiemy czy Jonasz tę naukę pojął, czy dał się przekonać – historia jest otwarta, kończy się tym pytaniem... A może o to właśnie chodzi – na pewno o to chodzi – byśmy i my na to pytanie odpowiedzieli: czy przeżywamy świadomie naszą codzienność, czy potrafimy w niej słuchać Boga, czy potrafimy się od Niego uczyć, czy chcemy Go poznawać, by Go naśladować, zamiast... bezczelnie chcieć Go poprawiać.

01 stycznia 2011

„Byłem cudzoziemcem...”

Gdy w waszym kraju osiedli się cudzoziemiec, nie będziecie go uciskać. Będziecie go traktować jak każdego mieszkającego tu Izraelitę i będziecie go miłować jak siebie samego, bo i wy byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Ja jestem Panem, waszym Bogiem! (Kpł 19,33-34).


Druga niedziela po uroczystości Objawienia Pańskiego obchodzona jest w naszym Kościele Rzymskokatolickim jako Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. W orędziu skierowanym do całego Kościoła w związku z tym wydarzeniem, przypadającym w tym roku na niedzielę 16 stycznia, Papież Benedykt XVI napisał: „Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy jest dla całego Kościoła okazją do refleksji nad tematem związanym z narastającym zjawiskiem migracji, do modlitwy o to, aby serca otwierały się na chrześcijańską gościnność, i do działania, ażeby szerzyły się w świecie sprawiedliwość i miłość, które stoją u podstaw budowania autentycznego i trwałego pokoju”.
Temat migracji i migrantów nie jest, czy też nie powinien być, dla nas chrześcijan zagadnieniem nowym, gdyż jest on mocno zakorzeniony w tradycji biblijnej – znajdujemy go w tekstach tak Starego, jak i Nowego Testamentu.

Aramejczyk błądzący”
W świecie starożytnym znany był powszechnie obowiązek gościnności. W Starym Testamencie mamy wiele scen będących dowodem na to, iż zwyczaj ten był powszechnie praktykowany w Izraelu. Przypomnijmy choćby Abrahama goszczącego pod dębami Mamre trzech nieznanych przechodniów, w których ostatecznie rozpoznał samego Boga (Rdz 18,1-16) czy Szunemitkę goszczącą pod swym dachem proroka Elizeusza (2 Krl 4,8-11).
Jednak w kontakcie z obcokrajowcami w Izraelu nie tylko chodzi o praktykowanie gościnności, jak to mam miejsce u wszystkich „ludów pustyni”, lecz, co więcej, w relacji z obcokrajowcami naród Izraelski doświadcza przede wszystkim swojej tożsamości.
Najstarsze „wyznanie wiary” Izraela, które znajdujemy w Księdze Powtórzonego Prawa (Pwt 26,5-10) rozpoczyna się od zdania: ”Mój ojciec był wędrującym z miejsca na miejsce Aramejczykiem. Gdy przyszedł do Egiptu, zamieszkał tam wraz z kilkoma osobami jako cudzoziemiec (Pwt 26,5). Kategoria „cudzoziemiec” (gr) pojawia się w Starym Testamencie w sumie 92 razy. Najbardziej jednak godne uwagi jest to, że mówi się o „cudzoziemcach” (gr) w kategoriach prawnych, co stanowi nowość w Izraelu i wyróżnia go pośród innych otaczających go ludów. W tekstach biblijnych o charakterze prawnym – tzw. „kodeks Przymierza” (Wj 20,22-23,19), „kodeks świętości” (Kpł 17-26) czy „kodeks deuteronomiczny” (Pwt 12-26) – znajdujemy wiele nakazów i zakazów broniących praw inmigrantów (gr) zamieszkujących w Izraelu. Jako przykład niech posłuży tekst z Księgi Kapłańskiej przytoczony jako motto tego rozważania: „Gdy w waszym kraju osiedli się cudzoziemiec, nie będziecie go uciskać. Będziecie go traktować jak każdego mieszkającego tu Izraelitę i będziecie go miłować jak siebie samego, bo i wy byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Ja jestem Panem, waszym Bogiem! (Kpł 19,33-34). W tekście tym znajdujemy warto podkreślić element występujący w większości przepisów broniących praw inmigrantów – nawiązanie do historii i do doświadczenia Izraela: „bo i wy byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej”. Pamięć ogromu własnego cierpienia i uświadomienie mocy Boga dającego wolność i godność – „Ja jestem Panem, waszym Bogiem! – składają się na ducha prawa stanowionego w Izraelu.

Kryterium przynależności do Królestwa Bożego
W Nowym Testamencie, w Ewangelii według świętego Mateusza, w Jezusowej zapowiedzi sądu ostatecznego, przytaczanej przez ewangelistę, słyszymy słowa Syna Człowieczego skierowane do sprawiedliwych: „Byłem tułaczem i przyjęliście mnie” (Mt 25,35) – natomiast ci, którzy skazani są na potępienie, słyszą słowa: „Byłem tułaczem i nie przyjęliście mnie” (Mt 25,43). Pojawiające się w tym tekście greckie określenie „ksenos”, tłumaczone w polskich przekładach Biblii jako „przybysz” czy „tułacz”, znaczy dosłownie „obcy”, „cudzoziemiec” (od tego słowa pochodzi termin „ksenofobia”, czyli niechęć, wrogość, lęk wobec obcych, przede wszystkim cudzoziemców). Stąd tez słowa Jezusa należałoby rozumieć jako: „Byłem cudzoziemcem i przyjęliście / nie przyjęliście mnie” – a to brzmi już bardziej konkretnie i zobowiązująco. Można powiedzieć, że sposób traktowania przez nas cudzoziemców decyduje o naszej przynależności lub nie przynależności do Królestwa Bożego.

Jedność w Chrystusie”
W 1 liście świętego Piotra czytamy: ”Umiłowani, zachęcam was, abyście jako obcy i przybysze powstrzymywali się od cielesnych żądz, które walczą przeciwko duszy. Postępujcie wśród pogan nienagannie” (1 P 2,11-12). Używając określeń „obcy” (gr. paroikos) – określającego obcokrajowca zamieszkującego na stałe w innym kraju – i „przybysz” (gr. parepidemos) – określającego obcokrajowca przebywającego czasowo w innym kraju – autor tego listu uświadamia nam, że wszyscy jesteśmy przechodniami, emigrantami, na tej ziemi.
Z drugiej zaś strony, święty Paweł przypomina nam: „Nie ma już Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety. Wszyscy bowiem stanowicie jedność w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28). Kościół to wspólnota zbawionych – emigrantów wyzwolonych i zjednoczonych w Chrystusie.

01 grudnia 2010

Oto wszystko czynię nowe

Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie?” (Iz 43,18-19).


Jednym z najczęściej pojawiających się tematów podczas ostatniego spotkania werbistowskich prowincjałów i koordynatorów strefy europejskiej, które miało miejsce w październiku na Węgrzech, był gwałtowny spadek liczby kandydatów do naszego Zgromadzenia. W niektórych prowincjach Europy zachodniej od lat nie mamy żadnego nowego powołania, a w ostatnich latach podobna tendencja zaczyna się nasilać w Europie wschodniej, w tym także w Polsce. Coraz mniejsza liczba powołań i postępujące starzenie się naszych wspólnot sprawia, że coraz częściej z nostalgią patrzymy w przeszłość, nie tak bardzo jeszcze odległą, kiedy nasze seminaria wręcz „pękały w szwach”, i zastanawiamy się co zrobić, by tamte czasy wróciły. Poszukujemy metod, opracowujemy strategie, zastanawiamy się jakich środków użyć, lecz coraz częściej ogarnia nas pesymizm. Czu rzeczywiście uda się nam odwrócić tendencję? Czy „stare czasy” wrócą?

Życie wśród ruin
„Ach! Jakże zostało samotne miasto tak ludne, jak gdyby wdową się stała przodująca wśród ludów, władczyni nad okręgami cierpi wyzysk jak niewolnica” – użalali się Izraelici wygnani do Babilonii przez króla Nabuchodonozora (Lam 1,1). Rozpaczali nad swoim losem, nad losem swego kraju, i z nostalgią wspominali świetlane czasy Jerozolimy. Jednak uczeń proroka Izajasza, który głosił i rozwijał orędzie swego mistrza, w tragedii i ruinie wygnania dostrzegał... nadzieję nowego początku! W proroczym uniesieniu kierował do Izraela Boże przesłanie, orędzie nadziei, słowa, które posłużyły nam za motto tego rozważania: Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie?” (Iz 43,18-19). Prorok odczytywał przeżywany kryzys jako zarys nowego początku, kontemplował Boga budującego pośród ruin nową rzeczywistość.
Czytając biblijne księgi Ezdrasza i Nehemiasza obserwować możemy jak ta nowa rzeczywistość nabierała kształtów. Po powrocie z niewoli Izraelici nie odbudowali upadłej monarchii lecz stworzyli nowy system społeczno-religijny – system oparty na księdze Prawa, na Przymierzu z Bogiem; Przymierzu nowym, uniwersalnym.

Światło pośród ciemności
„Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” – tekst ten, zaczerpnięty z księgi proroka Izajasza (Iz 9,1) słyszymy rokrocznie w pierwszym czytaniu podczas Pasterki. Bożonarodzeniowa liturgia Słowa przypomina nam, że Bóg wkraczając w naszą rzeczywistość, przemienia ją, kształtuje, odnawia i udoskonala. Nasz świat, nasze życie, nasza historia są poddane Bożemu działaniu – są przestrzenią, w której Bóg się objawia. Bóg objawia się w naszej rzeczywistości i w tej rzeczywistości należy go szukać i rozpoznawać.
Zapowiadając zwołanie Soboru Watykańskiego II Papież Jan XXIII w konstytucji apostolskiej Humanae salutis napisał między innymi: „Wiemy, że widok (...) objawów zła do tego stopnia niektórych przestrasza, że widzą tylko ciemności, w które ich zdaniem ten świat został całkowicie spowity. My natomiast naszą niewzruszoną ufność najchętniej pokładamy w Boskim Zachowawcy ludzi, który nie opuścił przez siebie odkupionych. Owszem idąc za napomnieniem Chrystusa Pana zachęcającego nas, byśmy rozeznawali "znaki czasu" (Mt. 16, 4), wśród tak gęstych ciemności, dostrzegamy objawy i to dość liczne, które zdają się zapowiadać lepsze czasy Kościołowi i ludzkości”.
Rozeznawanie „znaków czasu”, odczytywanie rzeczywistości w świetle Objawienia Bożego, jest najlepszą formą poznawania Boga – pozwala nam oglądać Boga „na żywo”, kontemplować Go w Jego działaniu.
Oglądając w ten sposób naszą rzeczywistość, nie tylko nie popadamy w pesymizm i bezradność przytłoczeni jej ciężarem, lecz dostrzec w niej możemy wiele „znaków czasu”, znaków Bożej obecności.

Patrzeć, by widzieć
Takim Bożym znakiem, czymś nowym i zagadkowym, może być fakt, że wskutek spadku powołań w Europie od kilkunastu już lat coraz liczniej przybywają do nas młodzi werbiści z Azji, Afryki i Ameryki Południowej. Przywożą tu swój entuzjazm, swoją wiarę, swoją kulturę i w ten sposób nas odnawiają i ubogacają.
Podobnym wyzwaniem, czy objawieniem, mogą być rzesze emigrantów, z różnych krajów, kultur i religii, napływające coraz liczniej do Europy. Są one inwazją i zagrożeniem czy świeżością i ubogaceniem? – Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jak na to spojrzymy: czy czysto po ludzku, socjologicznie i politycznie, czy po Bożemu, z wiarą i ewangelicznie.
Niech kontemplacja Boga w stajennym żłobie, uwrażliwi nas i odnowi, byśmy potrafili Go rozpoznać obecnego w naszej codzienności, dzięki znakom, przez które do nas dzisiaj przemawia.

01 listopada 2010

Komunia

[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce - bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione - oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem”. (1 J 1,1-3).


Rokrocznie , pierwszą niedzielą Adwentu – a ta przypada przeważnie, jak to jest i w tym roku, na ostatnia niedziele listopada – rozpoczynamy w naszym Kościele nowy rok liturgiczny . Każdego roku też nasi biskupi proponują nam temat, wokół którego rozwija się w danym roku życie duchowe i działalność duszpasterska Kościoła w Polsce. Ten kończący się już rok liturgiczny przeżywaliśmy pod hasłem „Bądźmy świadkami miłości” .
Kilka miesięcy temu, w specjalnym komunikacie, nasi biskupi podali do publicznej wiadomości, że wraz z pierwszą niedzielą Adwentu wprowadzony będzie w życie nowy, trzyletni program duszpasterski, który przebiegać będzie pod hasłem „Kościół domem i szkołą komunii”. Pierwszy zaś rok tego cyklu, czyli ten, który rozpoczniemy 27 listopada nieszporami pierwszej niedzieli Adwentu, przebiegać będzie pod hasłem „W komunii z Bogiem” .

Koinonia
Tak w haśle całego trzyletniego programu, jak i w tym, które towarzyszyć nam będzie w tym roku, pojawia się słowo „komunia”. Choć zapewne w większości osób słowo to przywołuje obraz ceremonii pierwszokomunijnych, a praktykującym katolikom kojarzy się zasadniczo z przyjmowaniem Ciała i Krwi Pańskiej podczas Mszy świętej, to jednak ma ono znaczenie o wiele głębsze. W klasycznej grece rzeczownik koinonos określa „towarzysza” lub „ wspólnika”. Stąd też biblijne słowo koinonia , które zasadniczo, pod wpływem łacińskiego communio , tłumaczymy jako „komunia”, określa zasadniczo „wspólnotę”, „jedność”, „więź” czy „ współuczestnictwo”. I tak też różnorodnie tłumaczone znajdujemy je we współczesnych przekładach Nowego Testamentu.
W pierwszym liście świętego Pawła do Koryntian czytamy: Wierny jest Bóg, który powołał nas do wspólnoty (oryg. koinonia ) z Synem swoim Jezusem Chrystusem, Panem naszym (1 Kor 1,9), i nieco dalej, Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem (oryg. koinonia ) we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem (oryg. koinonia ) w Ciele Chrystusa? (1 Kor 10,16).
Autor Dziejów Apostolskich w następujący sposób opisuje życie pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej: Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie (oryg. koinonia ) , w łamaniu chleba i w modlitwie (Dz 2,42).
W końcu, w ostatnim zdaniu cytatu z pierwszego listu św. Jana, przytoczonego we wstępie do tego artykułu, dwukrotnie pojawia się słowo koinonia : oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo (oryg. koinonia ) z nami. A mieć z nami współuczestnictwo (oryg. koinonia ) znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem (1 J 1,3).
Możemy więc mówić o trzech zasadniczych aspektach komunii ( koinonia ) na podstawie objawienia biblijnego:
  • więź, jedność z Bogiem,
  • więź jedność, solidarność wzajemne oddanie się sobie we wspólnocie chrześcijańskiej,
  • budowanie jedności, poprzez głoszenie Dobrej Nowiny i świadectwo życia wspólnotowego opartego na komunii.
Te trzy wymiary komunii stanowią treść proponowanego nam przez naszych biskupów programu duszpasterskiego wyrażona w hasłach na każdy rok tego programu: „W komunii z Bogiem” , „Kościół naszym domem” i „Być solą ziemi” .

W komunii z Bogiem”
Życie każdego z nas zanurzone jest w Bogu – jak pięknie wyraził to święty Paweł: w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy (Dz 17,28) – choć nie zawsze i nie wszyscy jesteśmy tego świadomi. Stąd też potrzeba uświadamiania, odnawiania i pogłębiania naszej komunii z Bogiem. Pośród celów, jakie wytyczają biskupi na ten rok duszpasterski, znajdujemy między innymi:
  • odkrywanie Boga objawiającego się w Słowie Bożym.
  • inicjacja do dojrzałego przyjęcia Słowa Bożego
  • odnawianie i pogłębianie osobistej relacji z Bogiem.
  • kształtowanie wspólnotowego wymiaru życia duchowego.
Warto zauważyć, że szczególny nacisk kładziony jest na pogłębienie komunii z Bogiem, tak w wymiarze osobistym, jak i wspólnotowym, poprzez Jego Słowo przekazane nam w księdze Pisma Świętego. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że owocem tego nowego roku duszpasterskiego będzie nie tylko zwiększona liczba publikacji poświęconych komunii i pogłębianiu relacji z Bogiem poprzez Jego Słowo, ale rzeczywista odnowa biblijna naszych wspólnot – parafialnych, rodzinnych i zakonnych – czyli pogłębienie naszej komunii z Bogiem poprzez pogłębione życie Jego Słowem.

01 października 2010

Głód Słowa

Oto nadejdą dni - wyrocznia Pana Boga - gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słowa Pańskiego” (Am 8,11).


W dniu 11 lipca tego roku rozgrywany był w Johannesburgu, w Republice Południowej Afryki, mecz finałowy Mistrzostw Świata w piłce nożnej pomiędzy Hiszpanią i Holandią. W pewnym momencie tego dramatycznego i momentami bardzo brutalnego spotkania naszła mnie myśl, że oto cały świat jednoczył się w obserwowaniu zmagań tych dwóch drużyn walczących zażarcie o zdobycie pucharu Mistrzostw. Według opublikowanych później statystyk, ponad 700 milionów widzów śledziło na ekranach telewizorów na całym świecie to spotkanie, które ku mojej ogromnej radości zakończyło się ostatecznie zwycięstwem reprezentacji Hiszpanii. W samej tylko Polsce oglądalność tego meczu sięgnęła prawie 10 milionów. „Jak ogromne emocje budzi futbol, że jest w stanie zgromadzić w jednym momencie tyle milionów ludzi przed ekranem telewizora!” – myślałem z zazdrością. Na organizowane przeze mnie rekolekcje biblijne, na dzielenie się i ubogacanie Słowem Bożym, zgłasza się zaledwie kilka czy kilkanaście osób...

Społeczeństwo post-religijne
Tak określają socjologowie społeczeństwo, w którym żyjemy. W miarę jak wzrasta zamożność i poziom życia, rośnie konsumpcja, mnożą się formy rozrywki i... słabnie aż do całkowitego wygaśnięcia poczucie potrzeby relacji z Bogiem. Bóg po prostu staje się niepotrzebny; nie ma dla Niego miejsca. To wielkie widowiska sportowe, koncerty muzyczne, parady i happeningi, a nie wydarzenia religijne budzą dziś emocje i gromadzą setki tysięcy ludzi. No może wyjątek stanowią jeszcze pielgrzymki Papieża, choć może bardziej wiąże się to z ich wyjątkowością niż z realną potrzebą przeżycia religijnego. Ten proces laicyzacji przedstawia się procentowo jednakowo w wymiarze globalnym, narodowym, lokalnym czy indywidualnym. Nasze społeczeństwo staje się coraz bardziej społeczeństwem post-religijnym, zatraca w sobie tę potrzebę relacji z Bogiem.

Boża pedagogia
Podobną sytuację do tej, która jest naszym udziałem, znajdujemy w biblijnych opisach działalności proroka Amosa. Ten rolnik wywodzący się w południa, z królestwa Judy, żyjący zaś na północy, w królestwie Izraela, na przełomie VIII i VII wieku przed Chrystusem, poczuł się w pewnym momencie powołany do głoszenia Słowa Bożego (Am 7,14-15). W tamtej epoce Królestwo Izraela przeżywało okres rozkwitu i dobrobytu. Amos, wrażliwy mąż Boży, nie potrafił milczeć, widząc, że ten dobrobyt w znacznej mierze wiązał się z wyzyskiem i niesprawiedliwością społeczną. Głośno piętnował nadużycia: „sprzedają za srebro sprawiedliwego, a ubogiego za parę sandałów; w prochu ziemi depcą głowy biednych i ubogich kierują na bezdroża; ojciec i syn chodzą do tej samej dziewczyny , aby znieważać święte imię moje. Na płaszczach zastawnych wylegują się przy każdym ołtarzu i wino wymuszone grzywną piją w domu swego Boga” (Am 2,6-8). Bez ogródek krytykował hulaszcze życie zamożnych kobiet: „Słuchajcie słowa tego, krowy Baszanu , które mieszkacie na górach Samarii: uciskacie biednych, gnębicie ubogich, mówicie do mężów swoich: Przynieś, a będziemy pili!” (Am 4,1). Najostrzej natomiast krytykował wystawne i bogate ceremonie religijne, które określał jako fałszywą religijność nie znajdującą odbicia w stylu życia (Am 4,4-5; 5,21-27).
Jako że jednak jego słowo Boga wypowiadane ustami Amosa było ignorowane, a sam prorok był prześladowany za to, co mówił (Am 7,10-17), w jego nauczaniu pojawiła się zapowiedź upadku Izraela. Upadku, który miał być rezultatem gniewu Boga pozostawiającego Izraela samemu sobie. Amos zapowiadał upadek królestwa, zesłanie i wyniszczenie. Najdotkliwszą jednak karą zapowiadaną przez Amosa było... milczenie Boga: „Oto nadejdą dni - wyrocznia Pana Boga - gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich. Wtedy błąkać się będą od morza do morza, z północy na wschód będą krążyli, by znaleźć słowo Pańskie, lecz go nie znajdą” (Am 8,11-12). Upadek Królestwa Izraela, późniejszy upadek Judy, zesłanie babilońskie potwierdziły prawdziwość słów Amosa i innych proroków. Utrata nadziei i prawdziwy głód słowa Pana, który zrodził się na wygnaniu, zainicjowały późniejszy proces odnowy Izraela; odnowy opartej na Słowie Pana, na Księdze Prawa Bożego (por. Ne 8,1-12).

Budzić głód
Zapewniają terapeuci, iż człowiek musi „dotknąć dna”, by się obudzić i rozpocząć proces odnowy. Ale czy nie łatwiej byłoby uczyć się na błędach i na doświadczeniach innych? Czy nasze społeczeństwo musi ulec samozniszczeniu, by się obudzić? Może warto, jak prorok Amos, głosić Słowo Pana, budzić w naszym otoczeniu „głód Słowa”. Świątobliwy biskup brazylijski, Dom Helder Camara, mówiąc o ewangelizacji, powiedział: „Nie wystarczy dać człowiekowi chleb, trzeba w nim jeszcze obudzić głód tego chleba”. Październik jest miesiącem misyjnym, niech będzie to miesiąc budzenia w nas i w naszym otoczeniu głodu chleba prawdziwego, głodu Słowa Bożego.